sobota, 15 kwietnia 2017

Informacja.

~~.~~
W związku z ostatnim brakiem czasu przewiduję kontynuację bloga na miesiąc maj. Wesołych świąt.
Pozdrawiam. 
~~norway_belle

środa, 15 marca 2017

Rozdział VI : Szczęśliwi mogą wszystko.

   ~~ 6. ~~


USA, stan Michigan, Ironwood

Ciepłe słowa przywitania, uściski, okrzyki radości, szum w głowie, w ręku pucharek z drinkiem. Tak bawiło się towarzystwo łyżwiarek w hotelu późnym popołudniem, jeszcze tego samego dnia. Alice Bardsen zapomniała o całym świecie, wkraczając ponownie w świat Ameryki Północnej. Nie zabrakło dobrej muzyki, długich opowieści czy plotek. Nie obeszło się oczywiście bez tematu skoczków narciarskich. Rozległ się jeden wielki harmider, kiedy podekscytowane koleżanki zaczęły zasypywać Alice pytaniem, czy Fannemel dalej jest do wzięcia. Wciąż był gorącym tematem w klubie łyżwiarskim jego kuzynki.
- Jaki on jest? - pytała jedna, ciężko wzdychając.
- Mieszkacie razem? - pytała druga z zazdrością w oczach.
- Musisz mnie z nim zapoznać. - zaznaczyła kolejna.
Mocny trunek doprowadził łyżwiarki do całkowitego szaleństwa. Hotelowy pokój, w którym przebywały, wypełniony był wonią alkoholu, damskich perfum i chichotem ich właścicielek. Wczesnym wieczorem grupa wysportowanych dam zorganizowała małą wycieczkę po okolicy. Ironwood nocą wyglądało wprost nieziemsko. Alice miała okazję pierwszy raz na własne oczy zobaczyć tą niegdyś sławną skocznię Copper Peak. Wychylała się spoza wierzchołków drzew cała oświetlona. Widok był niepowtarzalny. Nie spuszczając oka z obiektu, wyjęła z kieszeni telefon i sfotografowała zabytek. Od razu podzieliła się tą wiadomością z najbliższą osobą na świecie.






Norwegia, Lillehammer

Noc nie pozwalała wciąż zasnąć. Leżał nieruchomo, chowając rękę za głową, a w drugiej trzymając telefon. Oglądał właśnie ujęcie niedawno odbudowanego obiektu w Ironwood. Tryb odpoczynku przerwało mu stukanie do drzwi.
-Weeeejść. - zawołał melodyjnie, lecz od niechcenia zmęczony Anders.
Na progu pokoju przystanął jego młodszy kolega.
- Wszystko z Tobą ok? - Daniel wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi jakby nie chciał, by ktokolwiek usłyszał ich rozmowę.
- Czemu pytasz? Wszystko jest w jak najlepszym…
- Bo leżysz w moim pokoju już od trzech godzin? - powiedział z nutą kpiny w tonie.
Siadł na brzegu łóżka i powiedział coś, co wbiło Fannemela całkowicie w materac łóżka.
- Tęsknisz za nią?
Anders nie krył zaskoczenia słowami, jakie właśnie padły z ust blondyna. Jednak ten kontynuował.
- Dobrze pamiętam, co było ostatnim razem, gdy wyjechała. Wszyscy za nią tęsknimy. Myślisz, że nie wiem jak to jest budzić się każdej nocy z jedną i tą samą myślą? Jak to jest, gdy brakuje Ci kogoś, kto samą obecnością sprawiał, że uśmiechałeś się sam do siebie? Naprawdę nie mam pojęcia, co ta dziewczyna w sobie ma… Wiem tylko, że cholernie mi na niej zależy. A ona tak po prostu wyjechała. - zakończył nerwowym akcentem.
Tego mu trzeba było. Potrzebował rozmowy, w której mógł zwierzyć się ze swoich zmartwień jedynie komuś, kto go zrozumie. Być może dlatego wybrał Andersa, z którym ostatnio zbyt wiele rozmów go nie łączyło.
- Może ja też powinienem. - zreasumował Tande.
Podenerwowany Fannemel w końcu spojrzał na kolegę spod opuszczonej głowy.
- Wyjeżdżasz? - automatycznie rzucił pytanie.
Daniel zamyślił się przez chwilę i mówił dalej, wspierając brodę na dłoniach.
- Muszę trochę odpocząć przed kolejnym konkursem. Myślę o powrocie do Kongsberg.  - odparł.
W jego głosie niestety nie dało się usłyszeć najmniejszego entuzjazmu. Fannemel natomiast postanowił nieco zmienić temat.
- Martwię się o nią. - zaczął.
Na twarzy blondwłosego Norwega pojawił się niewyraźny grymas. Do pokoju wpadł nagle roztrzęsiony Rune, przerywając skoczkom szczerą rozmowę.
- Fannis, dom Ci się pali! - krzyknął prosto z mostu jak zwykle.
Velta nigdy nie przebierał w słowach. Zawsze mówił od razu to, co na myśl mu przychodziło, czyniąc swój charakter wybuchowym i raczej niezbyt dojrzałym. Dlatego mało kto traktował go poważnie, kiedy zadziało się coś naprawdę niepokojącego. Tak było i tym razem.
- Nie teraz, Rune. - pokiwał przecząco Anders, dając przyjacielowi znak, by tamten zostawił ich na chwilę samych.
- Stary, chata Ci płonie! Ja nie żartuję. - jego oczy prawie wychodziły z orbit.
Tymczasem do pokoju dobiegła ich woń spalonego jedzenia. Fannemel poderwał się energicznie z miejsca i pobiegł z prędkością światła w stronę kuchni.
- Velta, ja Cię kiedyś zastrzelę, obiecuję! - wrzasnął, a jego głos rozniósł się po całym mieszkaniu.
Widok płonącej kuchenki mikrofalowej przyprawił go o napad paniki.
- Fanni, no weź nie histeryzuj! - pobiegł za kolegą przejęty Rune.
Oboje zaczęli krzątać się nerwowo po kuchni, szukając szybkiego rozwiązania. Reszta domowników w mgnieniu oka znalazła się na miejscu wypadku. Jednak byli świadkami już zupełnie czegoś innego. Oto pomiędzy dwoma skoczkami wybuchła szarpanina. Oboje byli oblepieni pianą wystrzeloną wcześniej z domowej gaśnicy.
- Co mi zrobisz jak mnie złapiesz? - zażartował Velta, wybiegając na korytarz.
-Zatłukę Cię! - krzyczał Fannemel przepełniony złością.
Wybuch śmiechu, jaki zabrzmiał wśród grona pozostałych, zdawał się trwać bez końca. Wkrótce rozpoczęło się wielkie porządkowanie całego bałaganu. Daniel bez końca chodził za zagniewanym Veltą, powtarzając mu w kółko, że tym razem to on ma przerąbane. Pół godziny później pomieszczenie lśniło dawną czystością, z taką tylko różnicą, że blat kuchenny w rogu pozostał pusty.
- Kupujecie nową mikrofalę. - Tom Hilde stał ze skrzyżowanymi rękami na piersiach, zastanawiając się już nad kupnem nowego sprzętu.
Dwójka rozrabiaków udała się do swoich pokoi, każdy w swoją stronę, by zedrzeć z siebie ubrania przesiąknięte pianą z gaśnicy, której Rune użył po mistrzowsku. Blondyn również postanowił zaszyć się do wieczora w swoim pokoju. Potrzebował chwili ciszy. Chciał wrócić myślami do sytuacji sprzed kilku dni. Zamknął za sobą drzwi, zdejmując z siebie biały T-shirt. Nagle usłyszał wibracje telefonu. Anders pozostawił swoją własność i najwyraźniej o niej zapomniał. Blondyn z czystej ciekawości postanowił zerknąć na tapetę ekranu blokady, na której zawsze widniał portret Alice. Zamiast tego zobaczył coś, co ukłuło go w serce. Ujrzał ostatnio wyświetlaną wiadomość. Nadawcą była oczywiście ona. Zdjęcie pokazywało bukiet białych róż, a do jednego z kwiatu został doczepiony pierścionek ze stalowym oczkiem. Pod spodem widniał podpis: „Srebrne oświadczyny za nami”. Przez głowę przemknęła mu niepokojąca myśl. Czyżby Alice wróciła do Stanów z innego powodu? Nie… to nie mogła być prawda! Nic z tego nie rozumiał. Nie chciał niczego rozumieć. Po prostu wyjął torbę podróżną i zaczął pakować do niej wszystkie potrzebne rzeczy na kilka dni. Wieczorem był już w drodze do rodzinnego domu.
- Na pewno nie chcesz pogadać, Danny? - zagadnął Stjernen, który zgodził się przewieźć młodszego kolegę do Kongsberg.
- Poradzę sobie. - blondyn zacisnął dłoń w pięść.
- Wszystko się ułoży. Nie ma się co przejmować na zapas. - kiwnął głową Andreas, który zawsze starał się myśleć pozytywnie.
- Nie wszystko jest takie proste jak się wydaje. A ja nie potrafię usiedzieć w miejscu i myśleć ciągle o jednym. - patrzył przez przednią szybę ze wzrokiem wbitym w ulicę, jaką przemierzali kilometry dzielące ich od miejsca, które przypominało mu o dziewczynie.
- Myślisz, że ten wyjazd dobrze Ci zrobi? - Stjernen spojrzał na kolegę kątem oka.
Oboje pamiętali incydent, jaki miał miejsce podczas ferii świątecznych, które Daniel spędził z rodziną. Szykował się wtedy na spotkanie z dziewczyną, która za nim wręcz szalała. Do spotkania ostatecznie nie doszło. Nie miał wówczas najmniejszej ochoty na randki, zwłaszcza że był to dzień powrotu Alice, o której myślał już dłuższy czas.
- Wiesz, że zawsze możesz zadzwonić. - zaproponował Andreas, gdy dojechali na miejsce.
- Widzimy się za kilka dni. - tylko tyle wyrzucił z siebie Tande, pospiesznie wysiadając z auta.
Wlokąc za sobą bagaż, przeszedł przez ogrodzenie furtką zabezpieczoną szyfrem i już po chwili znajdował się na terenie rodzinnej posiadłości. Odetchnął głęboko i ku jego miłemu zaskoczeniu drzwi otworzyły się od wewnątrz, a w progu ujrzał Idę.
- Daniel! Widziałam przez okno, że idziesz… - siostra skoczka nie kryła zachwycenia na jego widok. - Co Cię tu sprowadza? To znaczy… bardzo się cieszę, że jesteś. Ale za tydzień powinieneś być już w Engelberg! - jak zwykle na bieżąco w temacie sportu.
Daniel stał natomiast z zamkniętymi oczami w bezruchu, czekając, aż dziewczyna skończy mówić. Kiedy wreszcie doczekał chwili ciszy, uchylił powieki.
- A teraz dasz mi wejść do środka? - zapytał, udając, że trzęsie się z zimna.
- Wchodź, niewdzięczniku. - zamknęła za nim drzwi.
Rodzice blondwłosego chłopaka od razu zaczęli obsypywać go pytaniami na temat jego kariery sportowej, po czym porwali go do salonu na rozmowę.
- Już mówiłem, nic się nie dzieje. - roześmiał się Daniel, widząc przejęte miny rodziców, których nie widział zaledwie miesiąc.
- Dobrze, skarbie. Idź się przespać, a jutro spędzimy sobie trochę czasu razem. - Trude objęła swojego ukochanego syna ramieniem, prezentując na twarzy ciepły uśmiech.
Kiedy z ulgą oddalał się w stronę swojego pokoju, usłyszał jej zatroskany głos ponownie.
- Daniel?
Odwrócił się, by wysłuchać, co jeszcze miała do powiedzenia.
- Carina pytała o Ciebie.
Nic nie odpowiedział. Przyspieszył jedynie kroku, by jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku i przestać myśleć o niepotrzebnych rzeczach.
Nie rozkoszował się spokojem zbyt długo. Już następnego dnia obudziły go chichoty dochodzące z dołu mieszkania. Okryty kołdrą, opuścił swój pokój. Przystanął na szczycie schodów, by nasłuchiwać. Niektórych zwyczajów z dzieciństwa wciąż nie mógł się wyzbyć. Z początku nie mógł rozpoznać głosu kobiety konwersującej właśnie w najlepsze z jego szaloną siostrą. Wychylił się więc przez barierkę i usłyszał krótki urywek ich rozmowy.
- Myślisz, że to wyjdzie? - wyraźniej dał się słyszeć tajemniczy głos.
- Carina, Ty chyba nie myślisz, że…
Więcej nie zdołał usłyszeć, gdyż na samo brzmienie tego imienia stracił równowagę. Uderzył kolanem w barierkę, upadając na stopień schodów, na które wcześniej opadła bezładnie okrywająca go kołdra.
Zaciskając zęby z bólu, modlił się w duchu o to, by pozostać niezauważonym. Jednak było to błaganie o niemożliwe.  Dziewczyny w sekundzie znalazły się na korytarzu, zadzierając głowy do góry. Widząc blondwłosego zaspanego chłopaka mającego na sobie wyłącznie białe bokserki, jeszcze głośniej zaczęły chichotać między sobą.
- Danny, trochę Ci się przybrało od ostatniego czasu! - zawołała melodyjnie Ida.
Miał ochotę podejść do niej i załaskotać ją na śmierć. Jednak w obecnej sytuacji czuł się tak niezręcznie, że miał ochotę zapaść się po ziemię.
- Cześć, Daniel. - zobaczył, jak jego wielbicielka pomachała mu dłonią na powitanie.
Zobaczył coś jeszcze. Wcale nie było jej do śmiechu. Stała pod ścianą, uśmiechając się wesoło na jego widok. Odpowiedział jej tym samym, po czym pochwycił kołdrę w ręce i wrócił do swojej sypialni. Siadł na brzegu łóżka i schował twarz w dłoniach. Poczuł, że się czerwieni. Postanowił od razu sprostować sytuację, która przed chwilą się wydarzyła, dlatego pędem wskoczył w nowe ubranie i wybiegł z pokoju. Przebiegł truchtem przez korytarz, by jak najszybciej wyjaśnić swoje zachowanie, kiedy w drodze do salonu otwierane drzwi od łazienki z hukiem uderzyły go w lewe ramię.
- Przepraszam! Nie widziałam, że idziesz. - dziewczyna zasłoniła usta ręką, po czym położyła dłoń na jego bolącym ramieniu, rozmasowując je delikatnie.
- Nic się nie stało… - nie mógł oderwać od niej wzroku, kiedy opatrywała jego rękę.
Poczuł przyjemny dreszcz rozchodzący się teraz po całym jego ciele. Zmieniła się od czasu, kiedy starał się jej unikać za wszelką cenę. A teraz jak gdyby nigdy nic miał ochotę na jej towarzystwo.
- Jesteś dziś wolna? - nie tracił czasu.
Carina cofnęła dłoń z wrażenia.
- Zapraszasz mnie na randkę? - zapytała nieśmiało, pokazując na siebie.
- Coś w tym rodzaju. - mruknął blondyn, kiwając głową na boki.
Postanowili od razu zrealizować pomysł na popołudnie zanim zacznie się ściemniać. Jednak przed wyjściem na zimne powietrze skosztowali jeszcze wspólnie gorącej herbaty.
- To dokąd mnie zabierasz? - wsparła się głową o ścianę, gdy była już gotowa do wyjścia.
- Proponuję Liatoppen Fjellpark. - otworzył przed Cariną drzwi.
Dziewczyna zareagowała z zadowoleniem, opuszczając próg domu. Chwyciła chłopaka ze snu pod rękę i równym krokiem ruszyli w stronę parku.
- Ostatnio coraz głośniej o Twoich wyczynach na skoczni. - zagadnęła chłopaka, gdy spacerowali alejami wszechstronnego parku.
Daniel najwyraźniej poczuł się doceniony, bo długą chwilę ciągnął wątek skoków narciarskich, które od dziecka były dla niego pasją życia.
- Czysta przyjemność z realizowania marzeń. - zakończył z uśmiechem na twarzy.
Podczas wolnej przechadzki nowa znajoma opowiadała Norwegowi  na temat różnorakich nowości, które ostatnimi dniami miały miejsce w okolicy. Rozpędziła się w słowach tak bardzo, że nie zdołała zauważyć jednego szczegółu. On był myślami zupełnie gdzie indziej. Przymrużył powieki pod wpływem zimowego prześwitu słońca, które raziło w oczy.
Spacerował właśnie brukiem swojej rodzinnej okolicy, mając u boku najpiękniejszą dziewczynę na świecie. Pragnął pokazywać całemu światu swoją drugą połówkę. Otworzył szeroko oczy i odwrócił głowę w jej stronę. I czar prysł. Ujrzał tylko gadatliwą Norweżkę, o której całkowicie zapomniał. Alice Bardsen wciąż siedziała w jego głowie.
- Słuchasz mnie, Daniel? - dziewczyna przystanęła nagle. - O czym Ty myślisz?
Skoczek opuścił bezradnie głowę. Skłamał, że to wina złego samopoczucia, po czym odprowadził swoją towarzyszkę pod jej dom.
- Przecież widzę, że coś się dzieje. - Carina nie zamierzała odpuszczać.
- Wszystko w porządku.
Obejmował wzrokiem podeszwy swoim butów. Nie chciał kłamać dziewczynie w żywe oczy.
- Może dasz się przynajmniej zaprosić na ciastko z kremem? - w jej głosie słychać było troskę.
Po tak udanej wycieczce, nie spodziewała się odmowy, dlatego rozczarowała ją reakcja blondyna.
- Potrzebuję chwili odpoczynku. - spojrzał w stronę zadbanego domu, w którym mieszkała, dając jej do zrozumienia, by odeszła. - Do zobaczenia. - tymi słowami zakończył spotkanie i zostawił dziewczynę samą przy ogrodzeniu. Po drodze usiadł jeszcze na drewnianej ławce oświetlonej  blaskiem stojącej obok latarni. Wyciągnął z kieszeni telefon. Długo ociągał się z wybraniem odpowiedniego numeru. Ciągle prześladowała go myśl o zaręczynach Alice. Może jeszcze nie było za późno? W końcu musiał się przełamać. I zrobił to. Sekundy oczekiwania na połączenie trwały całą wieczność. Nagle usłyszał głos po drugiej stronie słuchawki.
- Alice? - z trudem wydusił z siebie jej imię. - Nic, wszystko dobrze. Chciałem Ci powiedzieć, że wszyscy za Tobą tęsknimy. - poczuł wypieki na policzkach. - Anders? Nie, nie ma go ze mną. Ja dzwonię z Kongsberg… Wszystko w jak najlepszym porządku, nic się nie martw… Alice? - czekał na odzew, po czym kontynuował. - Wróć szybko.  - odsunął telefon od ucha i zakończył połączenie.






Szwajcaria, Engelberg

Kolejne dni mijały jak podmuch gwałtownego wiatru pod narty. Norweg spędzał je w większości w swoim pokoju, zajmując się rozplanowaniem programu treningowego na przyszły miesiąc. Tęsknota za ideałem, jakim była dla niego Alice, powoli stawała się codziennym rytuałem. Na wszelkie sposoby starał się odwracać od tego uwagę. Musiał w końcu o niej zapomnieć. Teraz należała do kogoś innego. Ciężkie noce nie pozwalały mu pogodzić się ze stratą. Dzisiejszego poranka jednak chętnie powitał nowy dzień. Nie tak jak ostatniego dnia w Kongsberg, kiedy otwierał podkrążone zapuchnięte oczy. Trener urwałby mu zapewne głowę, gdyby dowiedział się, że jego podopieczny spędzał wówczas noc w klubie, zatapiając smutki w alkoholu. Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Zanim blondyn zdążył cokolwiek odpowiedzieć, do pokoju z hukiem wparował Rune Velta.
- A co tu tornado przeszło?  - rozejrzał się z niepokojem po pomieszczeniu, w którym panował rażący w oczy nieład.
- Też Cię miło widzieć, Rune. Uwielbiam, kiedy wpadasz bez uprzedzenia. - blondyn zachrypniętym głosem wyraźnie zaznaczył ironię słów.
- Zbieraj się piorunem! - brunet klasnął w dłonie, nakłaniając kolegę do szybkiego opuszczenia łóżka.
Rozespany Daniel jeszcze nie był do końca świadomy rzeczywistości. Usiadł na brzegu łóżka, a przecierając dłońmi oczy, dopiero zorientował się, że to nie sen.
- A co Ty tu właściwie robisz?! - patrzył ze zdumieniem na kolegę zbierającego właśnie z podłogi szalik i czapkę.
Blondyn z wyrazem zażenowania zwlókł się niechętnie z pościeli.
- Seria treningowa zaczyna się za godzinę. - oznajmił bezkompromisowo Velta. - No co tak stoisz? Mam wysłać specjalne zaproszenie?
Patrzył litościwie jak Daniel ociągał się podczas wykonywania najprostszych czynności.
- Odpuszczam. - opadł ponownie na ubitą poduszkę. - Idźcie beze mnie.
- No to siedź sobie w tej swojej dziurze, myszko. - Rune jak zwykle zakończył zabawnym akcentem.
Młody skoczek natomiast postanowił w tym czasie odwiedzić bufet. Nałożył na siebie wygodne ubranie i zszedł po schodach, przykuwając swoją obecnością uwagę personelu i przechodniów przebywających również w hotelu. Idąc powolnym krokiem wzdłuż korytarza zauważył coś dziwnego. Kilka metrów przed nim przechadzała się z wolna smukła sylwetka blondynki. Daniel poczuł jakby włosy stawały mu dęba. Jeśli to miała być ta cała niespodzianka, o której uprzedniego wieczoru mówił Fannemel, to udało mu się w stu procentach go zaskoczyć. Daniel nie wytrzymał. Przyspieszył kroku, usiłując dogonić dziewczynę. Kiedy był już wystarczająco blisko, dotknął opuszkami palców jej dłoni. Blondynka odwróciła się gwałtownie, ciskając w niego czarną torebką. Zauważając sławnego sportowca, natychmiast złagodniała.
- Wybacz. Myślałam, że to jakiś żartowniś. Chyba mnie pan z kimś pomylił… - dokończyła, widząc jego zawiedzioną minę, po czym przepraszającym tonem dodała. - Spieszę się.
I już po chwili znajdowała się w objęciach starszego mężczyzny w garniturze. Straciwszy apetyt, chłopak zrezygnował ze śniadania i wyszedł z pensjonatu z nadzieją, że zdoła jeszcze dogonić drużynę i wziąć udział w serii treningowej.
- Daniel, co się z Tobą dzieje? Wyglądasz jakbyś właśnie wyszedł z trumny. Jesteś chory? - rozkojarzony Alexander Stoeckl wziął podopiecznego na stronę, by z nim przez chwilę porozmawiać.
- Nie, trenerze, brak snu robi swoje. - musiał jakoś wybrnąć.
- Bierz się do roboty, Daniel. Wiesz, że pokładam w Tobie duże nadzieje. - poklepał młodzieńca po ramieniu. - Wskakuj w kombinezon i czekaj na swoją kolej!
Norweski trener uniósł kciuk w górę i oddalił się w stronę grupy sponsorów. Tande ze zmieszaną wciąż miną wykonywał swoje poczynania w prywatnej garderobie. Nie pozostał sam długo, bo ciszę zakłócił mu dawno słyszany głos.
- Coś Ty taki cichy?
Fannemel zdawał się być w siódmym niebie. Blondyn posłał mu jedynie puste spojrzenie.
- Szykuj się powoli. Niedługo nasza kolej. - uprzedził go Anders, którego radość zdawała się trwać dziś bez końca.
Zdeterminowany skoczek opuścił przebieralnię. Norweska kadra przeszła jeszcze przez kontrolę strojów, po czym każdy z osobna udał się na szczyt Gross-Titlis-Schanze. Trening przebiegł bez większych komplikacji. Wiatr sprzyjał dzisiejszego dnia, czego dowodem było zadowolenie wśród fanów zgromadzonych u podnóża skoczni. Wkrótce wieczór dawał o sobie znać. Ściemniło się, a światła wokół wielkiego obiektu od razu rozbłysły. Podenerwowany Daniel próbował uspokoić nerwy, chodząc w kółko po brukowanym chodniku. Konkurs miał się zacząć blisko za kilkanaście minut. Zdecydował się spędzić ten czas w samotności. Jednak i tym razem los postanowił zadziałać na odwrót.
- Hej, Dan. Mogę się dołączyć? - po raz kolejny wszedł mu w drogę rozweselony jak nigdy Anders.
Daniel wzruszył ramionami. Nie zamierzał ukrywać, że dziś nie jest w zbyt dobrym humorze.
- Skoro musisz… - odpowiedział koledze niezbyt uprzejmie.
Fannemel modlił się właśnie w duchu, żeby nie wybuchnąć w śmiechem. Z trudem się powstrzymał i zaczął realizowanie swojego arcywielkiego planu.
- Słuchaj, Dan. Mogę się jedynie domyślać, co Cię ostatnio ugryzło na tyle, żeby opuszczać Lillehammer. Ale dam Ci radę. Odpuść sobie i zacznij z nami normalnie rozmawiać. - objął towarzysza ramieniem, czekając na jego odpowiedź.
- Dlaczego miałbym Cię posłuchać? - ton Daniela był coraz bardziej szorstki.
Anders westchnął ciężko, ale cierpliwie dążył do celu.
- Dlatego, że zaraz zaczyna się konkurs. Wyrzuć to z siebie i daj czadu na skoczni.
Poirytowany Tande posłał koledze niecodzienne spojrzenie.
- Trener kazał Ci do mnie przyjść, tak?
Fannemel odsunął się parę kroków od buntownika, uparcie stojąc przy swoim.
- W zasadzie chodzi o kogoś innego. - zaczął, żeby po krótkiej chwili kontynuować ze spokojem. - Pytała o Ciebie pewna dama. Zaczepiła mnie dziś rano i powiedziała, że szuka właśnie Ciebie…
- Możesz jaśniej? - przerwał mu Daniel. - Jeśli to kolejna fanka, która pragnie autografu to wybacz, ale nie jestem w nastroju.
Anders jednak nie wytrzymał. Zachichotał pod nosem, czego blondyn kompletnie nie zrozumiał.
- Owszem, to fanka. Jest to również moja…
- Alice! - w tle zabrzmiał głos Rune Velty. - Jak dobrze Cię widzieć, moja droga!
Daniela sparaliżowało. Czy on właśnie usłyszał…? Obawiał się tego, co zaraz zobaczy. Z jednej strony zaczynała przepełniać go radość. Jest tutaj. Wróciła. Przyjechała do Engelberg. Zaraz staną naprzeciwko siebie, popatrzą sobie w oczy. Będzie chciał pochwycić ją za dłoń, na której palcu zauważy srebrną błyskotkę. A wtedy pojawi się on. Odciągnie ją na bok i wszystko przestanie mieć sens. Tracił wszelkie nadzieje na myśl o tym. Jednak niecierpliwość wzięła górę. Odwrócił się za siebie i ujrzał w świetle lamp kobietę w kremowym płaszczu. Nogi same poniosły go w tym kierunku. Nie mógł odwrócić wzroku w żadną inną stronę. W tamtym momencie była najważniejsza. Tyle dni dzieliło ich od oczekiwanego spotkania. A teraz, kiedy wreszcie miało to miejsce, nie wiedział, co powiedzieć. Stali względem siebie już na tyle blisko, by mogli zacząć rozmowę.
- Nie przywitasz się ze mną? - uniosła smutny wzrok.
Serce go kłuło, kiedy widział ją w tym stanie. Nie miał nawet czasu rozejrzeć się i zobaczyć, czy w pobliżu nie czyha na nich przypadkiem jej świeżo upieczony narzeczony.
- Witaj, Alice. - miał ochotę przepraszać ją na kolanach, jednak poprzestał na zwykłych słowach. - Ja po prostu… zaskoczyłaś mnie. - zająknął się, na co dziewczyna zareagowała uśmiechem.
Tak dawno nie słyszał jej głosu na żywo. Wciąż patrzył na nią w osłupieniu.
- Taki był plan. - zbliżyła się niebezpiecznie do chłopaka, składając na jego policzku całusa.
Nagle wokoło rozbrzmiały oklaski i krzyki. Dwójkę ludzi otoczył ciasny krąg Norwegów.
- Cały czas mam przed oczami Twoją minę! - Fannemel nie mógł powstrzymać łez spowodowanych śmiechem.
- Ukartowałeś to! - Daniel pokazał palcem na rówieśnika, przekrzykując kolegów.
W głębi jego duszy zaszła jakaś zmiana. W jednej chwili nabrał chęci do życia, jakiej mu ostatnio brakło. Poczuł przypływ wystarczającej siły i formy, by wystartować w dzisiejszych zawodach.








 Tuż przed konkursem pozostał jeszcze przez chwilę sam na sam z Alice.
- Czegoś tu jednak nie rozumiem. - jego pogodny nastrój przygasiło jedno wspomnienie.
Dziewczynę zmieszała ta zmiana.
- Coś się stało? - po prostu zapytała.
- Wiem o Twoim narzeczonym. - musiał w końcu poruszyć ten temat. - Swoją drogą, dlaczego go tu z Tobą nie ma? Nie powinnaś mnie była całować... - z trudem przyszło mu to powiedzieć.
- Co Ty wygadujesz, Daniel? - wesoła mina powoli znikała z jej twarzy.
- Mówię o tym, co zobaczyłem u Andersa w wiadomości. Naprawdę nie musisz tego przede mną…
- Daniel, głuptasie! - dziewczyna pokręciła głową, uśmiechając się szeroko. - A więc o to Ci chodzi? O srebrne zaręczyny mojej siostry?
Wskazała dłonią parę zakochanych, przytulającą się do siebie na pobliskiej ławce. Blondyn od razu rozpoznał w damie kobietę, którą zaczepił jeszcze dzisiejszego dnia przy bufecie. W jego głowie wszystko zaczynało układać się w jedną logiczną całość. Zawładnęło nim poczucie wstydu. Zdjęcie w telefonie. Wyjazd do Kongsberg. Natrętna Carina. Drinki w barze. To wszystko nie miało najmniejszego sensu! Daniel złapał się za głowę. Miał ochotę cofnąć się do przeszłości i zmienić bieg wydarzeń minionego miesiąca.
- Daniel. Czas na Ciebie. - słowa dziewczyny przywróciły go z powrotem na Ziemię.
Chłopak chwycił jej dłoń.
- Spokojnie, tym razem nigdzie się nie wybieram. Będę cały czas na trybunach. - zapewniła go.  - Pokaż im, kto tu rządzi! - zacisnęła obie pięści jak wierny kibic.
Daniel nachylił się nad blondwłosą i ucałował jej policzek.
- Cieszę się, że jesteś.
Odszedł w stronę przyjaciół z głębokim przekonaniem dzisiejszego zwycięstwa. Teraz czuł, że może wszystko.











Kilka Słów Od Autorki:
Jest kolejny rozdział! :) .

sobota, 4 lutego 2017

Rozdział V : Zupełnie jak za dawnych czasów.

  ~~ 5. ~~


Norwegia, Lillehammer

Dzisiejszy dzień zapowiadał się być jednym z tych zwyczajnych. Chociaż słowo „zwyczajny” w willi Fannemela było pojęciem względnym. Zawsze coś się działo. Jednak tym razem Alice Bardsen, której życie ostatnio toczyło się kompletnie nie po jej myśli, pragnęła ochłonąć po wydarzeniach minionych dni. Miała olbrzymią ochotę na wielkie ciastko z kremem i dobrą komedię. Chociaż odkąd wróciła do Lillehammer, komedię miała na co dzień. No, może z wyjątkiem pewnego faktu. Od czasu zakończenia wielkiego przyjęcia każdego poranka mijała Daniela w milczeniu, wymieniając z nim jedynie spojrzenia pełne niedopowiedzeń.
Dziś willa pozostała pusta i cała do jej dyspozycji. Chłopcy pojechali do studia siłowni, by spędzić tam praktycznie cały dzień. Przygotowania do kolejnego konkursu Pucharu Świata z dniem dzisiejszym dobiegały końca. W tym czasie dziewczyna czuła się trochę osamotniona, będąc odizolowana od spółki, która miała w zwyczaju wchodzić jej na głowę każdego dnia. Alice myślała nad zaproszeniem kilku znajomych na filiżankę kawy, jednak ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Siedziała okryta kocem w salonie na miękkiej sofie, rozkoszując się ciepłem rozchodzącym się po domu. Wkrótce stwierdziła, że nie usiedzi tego popołudnia w jednym miejscu. Pędem wyskoczyła spod koca i opuściła rezydencję. Ruszyła w stronę kawiarenki, do której uwielbiała przychodzić, jeszcze jako mała nastolatka. Weszła do środka, uruchamiając przy tym mały dzwoneczek przytwierdzony do zewnętrznej części drzwi. Od razu usadowiła się na swoim ulubionym miejscu, które akurat było wolne. Położyła swojego laptopa na blacie stolika i rozpoczęła przeglądanie rzeczy w nim zawartych. Jako pierwsze wzrokiem wychwyciła zdjęcia z konkursu w Kuusamo, na którym nie mogło jej zabraknąć. Na pierwszym zdjęciu ona i Anders, objęci, prawie jak bliźniaki. Kolejne było równie miłe dla oczu. Ona i Gregor. Trzymali się za ręce, świętując rozpoczęcie nowego sezonu. Zrobiono im to zdjęcie tuż po ceremonii przydzielenia nagród, jednak wścibskie paparazzi jak zwykle musiało wychwycić te nawet najbardziej osobiste sprawy. Godzinę później na stronach internetowych widniał już artykuł zatytułowany „Gregor Schlierenzauer odbiera Norwegom uroczą współtowarzyszkę - nowa miłość Austriaka?”. Alice do dziś pamięta rozmowę, jaką przeprowadziła w Kuusamo z Danielem z tego powodu. Wydawał się być poruszony faktami, które wypłynęły do źródeł na całym świecie. Fakty, które w rzeczywistości były w końcu nieprawdziwe.






(…)

- Dobrze się bawicie?
Usłyszała jego głos już u progu wejścia do garderoby dla Norwegów.
- Co Cię ugryzło, Daniel? - nie kryła zaskoczenia.
Jeszcze przed chwilą widziała go roześmianego i chętnego do udzielania wywiadów. Usiadła obok niego z propozycją rozmowy. Patrzył na dziewczynę, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa więcej. Pokręcił przecząco głową i poczuł zamiar odejścia.
- Coś się stało? - zagadnęła, chcąc wydusić z niego informacje.
- Czy Ty nie widzisz, że on robi to wszystko tylko dlatego, żeby ściągnąć na siebie uwagę mediów? - wyrzucił z siebie w końcu.
- A więc o to Ci chodzi. - Alice poderwała się nerwowo z miejsca. - Sam zwykle ich unikasz, a teraz masz problem o kilka zdjęć, które Cię ominęły? Nic z tego nie rozumiem.
- Chodzi mi o Ciebie! - nie wytrzymał.
Wykrzyczał i stanął na równe nogi gwałtownym ruchem, znajdując się dość blisko dziewczyny.
- Chodzi mi o Ciebie… - zmienił ton, patrząc jej w oczy.
Zmieszanie na jej twarzy przerodziło się w subtelny uśmiech, co wprawiło Daniela w osłupienie.
- Dziękuję, że się tak martwisz. - oznajmiła pogodnym tonem. - Ale nie masz naprawdę o co. Pójdę już.
- Zostań jeszcze. - przytrzymał jej dłoń.
Kompletnie nie mogła rozgryźć go tego dnia.
- Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - od razu przeszedł do rzeczy.
Całkowicie ją zaskoczył.
- Właściwie… - pomyślała o Austriaku, z którym zamierzała spędzić ten wieczór przy kolacji. - … jestem już z kimś umówiona, Daniel.
Cisza, jaka wtedy zapanowała, całkowicie odebrała mowę dwójce ludzi.
- No jasne. - usłyszała na koniec jego chłodny ton.
- Jeszcze raz gratuluję drugiego miejsca… - po tych słowach odeszła.

(…)

Schowała laptopa z powrotem w futerał. W tym samym momencie na stoliku, przy którym siedziała, wylądowały dwa truskawkowe szejki. Przed sobą ujrzała rozradowanego kuzyna.
- Anders! Co Ty tutaj robisz? - uśmiechnęła się podejrzliwie na jego widok.
- No co? Musiałem urwać się trochę z treningu, żeby popatrzeć na moją ślicznotkę. - mrugnął w jej stronę i zajął miejsce naprzeciwko.
- Przestań. Nie rób Gregorowi konkurencji. - odparła mu kuzynka, śmiejąc się.
- A właśnie, wy coś razem… no wiesz… - wsparł się łokciami o blat stołu, uważnie słuchając.
- Nie spotykam się z nim, jeśli o to pytasz. - chwyciła do ręki kubeczek z jogurtem.
- Wiem o tym, że wpadłaś mu w oko, Alice. - mówił, upijając przez słomkę jogurt. - Wiem też, że nie jest Ci do końca obojętny. - przerwał, by kontynuować po chwili. - Posłuchaj, Daniel ostatnio…
- Muszę Ci o czymś powiedzieć.
Postanowiła dłużej nie zwlekać.
- Co się dzieje? - zaniepokoił się Fannemel. - Chodzi o Engelberg, tak?
- Właściwie to poniekąd tak.
- Wiem, podróże są nieraz wyczerpujące. - wywrócił oczami.
- Nie mogę tym razem z wami jechać.
Norweg popatrzył na kuzynkę ze spokojem. Jakby już spodziewał się tego, że wkrótce to usłyszy.
- Rozumiem, że chcesz odpocząć. Hej, nie mam Ci tego za złe. - pogładził jej dłoń, widząc narastający smutek w jej oczach.
- No, za bardzo to ja nie odpocznę. - mimo słabego samopoczucia, roześmiała się.
- Nie rozumiem. Masz jakieś inne plany? - Anders robił się coraz bardziej niecierpliwy.
- Sam zobacz.
Alice sięgnęła do kieszeni swojego płaszcza i wyciągnęła kopertę, podając ją następnie kuzynowi do ręki.
- Otwórz. - kiwnęła głową na skrawek papieru.
Anders spojrzał niespokojnie na dziewczynę, po czym przeniósł wzrok na kartkę, którą udało mu się wydobyć z tajemniczej koperty. Chwilę wodził wzrokiem po druku. Z upływem każdej sekundy jego wyraz twarzy nabierał coraz większej obawy, aż mina całkowicie mu zrzedła. Wreszcie uniósł wzrok.
- Wyjeżdżasz do Stanów? - ścisnął kartkę w dłoni, zaginając róg.
Dziewczyna uspokoiła go, zmieniając miejsce i przysiadając się tuż obok niego.
- Sama jestem zaskoczona, Andi. I pozytywnie, i negatywnie. - westchnęła po cichu.
- Na jak długo mnie tym razem zostawisz? - zapytał chłopak gorzkim tonem.
Blondynka opuściła wzrok.
- To są bardzo ważne warsztaty. Bez tego nie dam rady wziąć udziału w zawodach Grand Prix w przyszłym…
- Nie mówiłaś nic, że startujesz w walce o Puchar! - wtrącił, zanim zdążyła dokończyć.
Podekscytowanie, jakie zalśniło w jego oczach, kompletnie odjęło jej mowę.
- Nie… nie chciałam o niczym wspominać, dopóki nie byłam pewna. Ale wczoraj otrzymałam oficjalne potwierdzenie!
Klasnęła w dłonie i chwilę potem silne ramiona kuzyna ścisnęły ją z taką mocą, że poczuła wypieki na policzkach.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę, moja piękna! - ucałował ją w czoło.
- Też bym się cieszyła, gdybyś czasem używał jednak troszeczkę mniej siły. - zachichotała, masując prawe żebro.
Chwilę jeszcze gawędzili, upijając po łyku truskawkowego szejka.
W drodze do domu Anders postanowił omówić jeszcze jedną kwestię, która nie dawała mu spokoju od momentu usłyszenia radosnych nowin.
- Daniel nie będzie zachwycony Twoim wyjazdem.
Na twarzy dziewczyny pojawił się lekki grymas.
- Właściwie to dla mnie nie jest nowością. Ostatnio o wszystko się mnie czepia. - mówiła spokojnie.
W rzeczywistości miała żal do chłopaka o jego ostatnie zachowanie.
- Co się między wami dzieje?
Na to pytanie dziewczyna zatrzymała się. Zupełnie jakby w jednej chwili podeszwy jej butów przymarzły do zlodowaconego chodnika.
- Nie bardzo rozumiem… - zająknęła się.
Kuzyn przystanął przy niej i ruchem dłoni uniósł jej podbródek ku górze, by na niego spojrzała.
- Przecież wiem, co się dzieje. Nie masz się czego wstydzić. Trochę już Daniela znam. Kiedy wyjechałaś… bardzo się zmienił. - w jego głosie słychać było zaniepokojenie.
Co to miało znaczyć „Kiedy wyjechałaś”? Czyżby uroczy blondyn już wtedy widział w niej kogoś więcej niż tylko kuzynkę najlepszego kolegi? Nagle wszystko zaczęło się komplikować. Nic nie układało się w całość. Anders natomiast kontynuował swoją opowieść.
- Sama dobrze wiesz, że kiedy coś uderzy mu do głowy, łatwo nie rezygnuje. Nie znasz go od dziś, Alice.
Znała go tak naprawdę od momentu, kiedy przed Andersem powoli otwierała się brama do sportowej kariery. Była wtedy świeżo upieczoną nastolatką i tak naprawdę niewiele wiedziała na temat skoków narciarskich. A dziś jest prawdziwą miłośniczką tej dyscypliny.
- Od tygodnia usiłuje zaprosić Cię na Sportową Galę do Hamar. - zakończył, kiwając głową, jakby sam nie dowierzał w to, co mówi.
Alice rozchyliła wargi, by cokolwiek na to odpowiedzieć, ale słowa kuzyna wprawiły ją w stan osłupienia.
- Gala zaczyna się za trzy dni. I tak nie zdążyłabym wrócić… - wzruszyła ramionami.
Chłopak przytaknął niewesoło. Objął blondynkę ramieniem i skręcili w boczną uliczkę, za którą stała ich willa.





W środku panował ogłuszający harmider. Towarzystwo Norwegów najwyraźniej postanowiło wyluzować atmosferę przed wyjazdem do niemieckiego Engelbergu.
- Chyba trafiliśmy w sam środek imprezy. - zauważyła Alice, chętnie przekraczając próg mieszkania.
- Co oni wyprawiają z moim domem?! - Anders złapał się za głowę, kiedy jego uszy wypełniła głośna muzyka w stylu klubowym.
Pospiesznie wbiegli do salonu, którego wystrój zmienił się nie do poznania. Meble zagracone były płytami muzycznymi, stół wypełniony półmiskami z lekką przekąską, na ścianach porozwieszane zostały lampy dyskotekowe, a w rogu pomieszczenia Rune urządził swój własny kącik dj’a. Dziewczyna tańczącym ruchem zaczęła zdejmować z siebie sweter. Komuś najwidoczniej przypadło do gustu zachowanie blondynki, bo bez zastanowienia pochwycił ją na środek salonu. Oboje poruszali się teraz w rytm piosenki „You Spin Me Round”.
- Albo za dużo czegoś wypiłeś, albo dopadł Cię wyjątkowy humor. - zaśmiała się, gdy siedzieli już przy stole przy szklance orzeźwiającej wody z cytryną.
- Dlaczego tak sądzisz? - odwzajemnił jej piękny uśmiech, który za każdym razem wciągał go w zachwyt.
- Nie wściekasz się już na mnie?
Przypomniała mu sytuację sprzed kilku tygodni, na co Norweg machnął tylko ręką.
- Było, minęło. Mam coś dla Ciebie.
Blondyn sięgnął ręką do półeczki przytwierdzonej pod ławą. Wyjął stamtąd papierowy rulonik obwiązany starannie granatową wstążeczką. Wręczył go dziewczynie i czekał na reakcję lekko podenerwowany.
Norweżka ujęła w obie dłonie skromną rzecz i rozwinęła kokardę. Była to wiadomość w formie zaproszenia. Kiedy przeczytała dwa kluczowe słowa, przed oczami stanął jej obraz zawiedzionej twarzy Daniela. Gala Sportowa, na którą nie będzie mogła się udać. Pokusa była silna, ale pragnienie spełnienia swoich możliwości podczas pobytu w USA górowała ponad wszystko. Dobrze wiedziała, że jeszcze dziś będzie musiała zepsuć przyjemny nastrój. Poczuła na sobie wzrok Fannemela. Obserwował ją z uwagą. Był ciekawy rozwoju tej sytuacji. Skoczyłby w ogień za ukochaną kuzynką, dlatego też zawsze szanował jej postanowienia. Tak było i tym razem, kiedy zupełnie nie spodziewał się słów, które padły z ust Alice.
- Zapraszasz mnie do Hamar?
Pozostali wydali z siebie okrzyk zadowolenia i podekscytowania w jednym. Muzyka głośniej zahuczała, zaczęło się wzajemne stukanie szklankami. Dziewczyna sama nie wiedziała teraz czy to nagła zmiana w zachowaniu blondyna sprawiła, że zawirowało jej w głowie, czy napój cytrynowy był podejrzany.
- To alkohol? - zapytała Stjernena, który wchodził właśnie do salonu, by dostarczyć kolejne porcje na tacy.
Andreas spokojnym ruchem odłożył szklanki z wodą na stół, po czym uniósł ręce ku górze jakby w obronnym geście przed odstrzałem. Kadra skoczków wybuchła śmiechem. Czyli jednak zwariowała. Zauważyła kątem oka, jak Daniel przybliża się do niej. Z prędkością pioruna odsunęła się.
- Wracam za chwilę.
Przeprosiła chłopaków i udała się ciemnym korytarzem w stronę toalety.
- Nie jest dobrze… - zaczęła chodzić z miejsca na miejsce, mówiąc do samej siebie. - Jest bardzo źle…
Plan był zupełnie inny. Miała raz na zawsze pozbyć się zbędnych sentymentów i odsuwać myśli o Danielu na bok. A on tak po prostu zapraszał ją na Sportową Galę. Wszystko to byłoby o wiele prostsze, gdyby nie skupiał całej swojej uwagi właśnie na niej. Na świecie jest tyle dziewczyn, które wręcz marzą o spotkaniu z blondwłosym skoczkiem, a on upatrzył sobie właśnie ją. Spod opuszczonej głowy popatrzyła na swoje odbicie w lustrze, przed którym stała. Poczuła, że za chwilę ujrzy tam zapłakaną dziewczynę, która nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić. W oku już kręciła się łza. Nagle telefon zawibrował, wyrywając dziewczynę z zamyślenia. To była wiadomość od Gregora. Od razu na jej twarzy zagościł rozpromieniony uśmiech. Zawsze wiedział, kiedy się pojawić. Nie zdziwiłaby się, gdyby w tej chwili stał pod drzwiami i nasłuchiwał, czy wszystko z nią w porządku. Tymczasem usłyszała pukanie do drzwi.
- Wszystko dobrze, Alice? Chcesz pogadać?
Otworzyła drzwi i ujrzała zmartwionego blondyna.
- Siedzisz tu już całe pół godziny.
Stuknął palcem kilka razy w zegarek, który nosił na nadgarstku.
- Zamyśliłam się. - nic innego nie przychodziło jej w tamtej chwili do głowy.
- Przecież wiem, że nie bez powodu wyszłaś. - skrzyżował ręce na piersi, unosząc jedną brew.
Nie podobała jej się ta reakcja.
- Stało się coś? - ciągnął temat.
- Nic takiego. - wyszła na korytarz.
Oboje stali teraz w zupełnej ciemności. Myślała, że łatwo odpuści i będą mogli wrócić do salonu, by kontynuować zabawę. Ale oczywiście postanowił wszystko utrudnić.
- Pozwolisz, że zaproszę Cię na spacer?
Zamilczała. Chwilę się wahała. Lecz zapytał tak łagodnym głosem, że ostatecznie przystała na propozycję chłopaka. Po omacku przeszli pod główne drzwi, by nałożyć swoje płaszcze i ukradkiem opuścić willę.
- Nie odpowiedziałaś jeszcze na moje zaproszenie. - zagadnął Daniel, gdy znajdowali się już poza ogrodzeniem.
Przeszli na wybrukowaną ścieżkę, by zwolnionym ruchem iść przed siebie.
- Daniel, ja nie mogę przyjąć Twojego zaproszenia.
Teraz albo nigdy.
- Wyjeżdżam do Stanów.
Patrzyła w gwieździste niebo. Nie miała teraz odwagi odwrócić wzroku w jego stronę. Sumienie jednak wzięło górę. Wyprzedziła chłopaka, by stanąć naprzeciwko niego i spojrzeć mu w oczy. Lśniły w tle wieczornego mroku. Stał przed nią w bezruchu. Myślała, że zaraz wybuchnie złością i zostawi ją jak to zrobił podczas bankietu. Ale stało się coś zupełnie innego.
- Nie chcę się z Tobą żegnać, Alice. - to jedyne, na co go było stać w tamtym momencie.
Te słowa wywołały u niej dreszcz.
- Właściwie to musimy zrobić to już dziś. - wcale nie chciała tego mówić.
Poczuła, że oboje toną we wzajemnych spojrzeniach.
- Dostałam niepowtarzalną szansę. Nie mogę jej zmarnować. - kontynuowała jakby chciała go pocieszyć.
Usiedli na przydrożnej ławce, by dokończyć rozmowę.
- Poza tym to tylko kilka dni. - wyznała, gdy udało jej się od początku do końca przedstawić całą sytuację.
Norweg wyraźnie wydawał się podzielać zadowolenie i entuzjazm Alice, jednak pewna sprawa nie dawała mu spokoju.
- Jak długo tam zostaniesz? - zapytał niespodziewanie.
Położył rękę na jej dłoni. Nie bardzo wiedziała jak ma to rozumieć.
- Nie zdążę wrócić, by pojechać z Tobą do Hamar. - uwolniła dłoń z jego subtelnego uścisku.
- Przecież wiesz, że nie o to pytam.
Najzwyczajniej w świecie chciał, by po prostu była.
- Mam nadzieję wrócić w przeciągu dwóch tygodni.






Norwegia, Oslo

Rozstanie z Alice było dla niego bolesne. Obawiał się, że ponownie ją straci. Zupełnie jak za dawnych czasów.
- Wracaj szybko. - powiedział szeptem, chowając ją w mocnym uścisku.
- Hej, nie rozstajemy się na długo, Fanni.
W jednej chwili została otoczona przez grono Norwegów, z którym ciepło się pożegnała.
- Będę za wami tęsknić. - powiedziała, obejmując na raz Toma Hilde i Rune.
- A spróbowałabyś nie! - zagroził jej palcem Velta.
Roześmiała się radośnie. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. To w zupełności wystarczyło, by zdobył się na odwagę. Wychylił się do przodu z taką stanowczością jak nigdy dotąd, trącając przy tym swoich kolegów. Patrzyli na Daniela z wyraźnym uznaniem. Blondyn zbliżył się do dziewczyny, wycierając łzę spod jej oka.
- Będę czekał. - powiedział, pozostawiając dłoń na jej policzku.
- Powodzenia w Engelbergu. - wydusiła z siebie, wciąż wzruszona.
Chwyciła za rączkę swój bagaż na kółkach i popatrzyła na nich wszystkich jeszcze przez chwilę. Sympatyczne twarze ulubieńców zwrócone były teraz w jej stronę.
- To widzimy się za kilka dni. Ha det bra.
Po tych słowach pospieszyła w kierunku samolotu linii Oslo-Michigan.
Blondwłosy skoczek patrzył z utęsknieniem za dziewczyną, której pragnął. Kiedy życie zaczyna się układać, coś zawsze się wydarzy, by stanąć na przeszkodzie w drodze do spełnienia marzenia. Odsuwając od siebie gorzkie przemyślenie, opuścił lotnisko jako pierwszy.







Kilka Słów Od Autorki:
Zapraszam na kolejny rozdział! :) .

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Prace techniczne.

Ważna informacja:
Na blogu trwają prace techniczne. Nastąpi kilka zmian w czołowej obsadzie.
Pozdrawiam.
~~norway_belle

środa, 21 grudnia 2016

Rozdział IV : To był dzień pełen wrażeń.

 ~~ 4. ~~


Norwegia, Lillehammer

Uchyliła powieki. Zamrugała kilka razy, by się do końca rozbudzić. Stał przy oknie, masując skronie okrężnymi ruchami.
- Źle spałeś? - podniosła się, siadając na ubitej poduszce.
Obrócił się w jej kierunku, natychmiast promieniejąc. Dla niego nic nie równało się tutaj z widokiem ukochanej kuzynki. Chciał, żeby zawsze mogła czuć się przy nim tak bezpiecznie i swojo.
- Która godzina? - przeciągnęła się smacznie.
- Jest prawie dwunasta, moja droga. Z tego co mi wiadomo, dziś długie zakupy przed Tobą! - klasnął dłońmi.
- Jak to „przede mną”? Myślałam, że pojedziesz z nami. - spojrzała na Andersa niepewnie.
- Nie mogę się nigdzie wyrwać. Muszę pomóc chłopakom w dopracowaniu organizacji. - usiadł na brzegu łóżka. - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.
Alice kiwnęła głową, wygrzebując się z objęć kołdry.
- To dobrze. Daniel już na Ciebie czeka. Siedzi na dole. - mrugnął okiem.
Dziewczynie zaburczało w brzuchu. Sama nie mogła do końca rozróżnić, czy to faktycznie była oznaka głodu, czy może stres przed spotkaniem z osobą, której wolałaby teraz unikać.
- Wszystko w porządku? Masz jakąś niewyraźną minę. - zagadnął Fannemel.
- Po prostu… źle spałam.
Wbiła wzrok w podłogę, zamierając w bezruchu na długą chwilę.
- A ja myślę, że Daniel namieszał Ci w głowie i wstydzisz mi się o tym powiedzieć. Spokojnie, przecież wiesz, że ja nie gryzę. - zaśmiał się cicho, ale nadal był całkiem poważny.
Dziewczyna uniosła głowę. Patrzyła na Andersa w osłupieniu. W myśli błagała, żeby jej kuzyn nie okazał się przypadkiem jakimś jasnowidzem ludzkich myśli. Bo wtedy już całkowicie spłonęłaby ze wstydu.
- Nie wiem, o czym mówisz, Andi. - nie umiała przed nim kłamać, słabo jej to wyszło.
- A mi się wydaje, że bardzo dobrze wiesz. Alice, popatrz na mnie. Normalnie ludzie nie szepczą przez sen imienia „Daniel”.
Alice poczuła jak jej policzki nabierają coraz ciemniejszej barwy czerwieni. Chciała jak najszybciej opuścić pokój kuzyna. Nie chciała jednak wzbudzać ciągu niepotrzebnych podejrzeń. Dlatego postanowiła iść w zaparte.
- To był tylko zły sen. - wzruszyła ramionami, zaciskając usta w sztucznym uśmiechu.
Chwilę potem szła schodami na dół, karcąc siebie w duchu. Do końca nie pamiętała, co takiego przyśniło je się tej nocy. Wiedziała, że teraz musi uważać. Nie zamierzała narażać siebie na podejrzliwe spojrzenia, które czułaby na sobie każdego ranka przy wspólnym śniadaniu. Poza tym z całą pewnością nie pomogłoby jej to unikać uroczego blondyna. Przeciwnie. Znając Rune, pierwszy zechciałby wysyłać ją i Daniela na randki.
Dziewczyna poszła na palcach do swojego pokoju. Wolała niepostrzeżenie przejść do sypialni, mając wciąż na uwadze, że Daniel nie spał. Co gorsza, czekał na nią! Nie miała najmniejszej ochoty z nim teraz rozmawiać. Zamknęła za sobą drzwi najciszej jak potrafiła i zaczęła rozglądać się po swojej garderobie. Upatrzyła ulubione spodnie w groszki i białą koszulę z wysokim kołnierzem, które natychmiast na siebie założyła. Dopracowała jeszcze ogólny wygląd twarzy i opuściła pomieszczenie.
- Buu! - zza drzwi naskoczył na nią nie kto inny jak Rune Velta.
Alice podskoczyła, kładąc dłoń na klatce piersiowej.
- Chcesz ludzi narażać na zawał? Polecam pobliski park rozrywki, Rune. - mruknęła niegrzecznie w jego stronę.
- Uszy do góry, młoda! - zabawił się kosmykami jej włosów.
Oboje parsknęli wesołym śmiechem i w tym momencie otworzyły się drzwi do pokoju Daniela. Dziewczyna chwyciła swojego rozmówcę za rękę i pociągnęła za sobą do kuchni.
- Osłaniaj mnie. - szepnęła spanikowana.
- Przed czym? Cześć, Dan! - przywitał się z przyjacielem.
Dziewczyna odwróciła się w stronę blatu kuchennego, stojąc teraz plecami do nich. Co prawda zachowywała się jak małe dziecko, ale póki co był to jedyny sposób, by uniknąć nieprzyjemnego dialogu z blondwłosym Norwegiem. Nagle usłyszała coś, czego się w tamtej chwili nie spodziewała.
- Zostawisz nas na chwilę? - głos blondyna przyprawił ją o mały dreszcz.
Z początku miała nadzieję, że słowa były skierowane do niej. Że za chwilę będzie musiała opuścić kuchnię, aby chłopaki mogli spokojnie porozmawiać na swoje chłopskie tematy.
- Chciałbym chwilę porozmawiać z Alice.
A jednak myliła się. Zacisnęła oczy i odetchnęła.
- Młodziutki, tak łatwo się mnie dziś nie pozbędziesz. - pokiwał palcem Rune. - Pakuj się do samochodu, Alice!
Dziewczyna odwróciła się do nich przodem. Razem z blondynem popatrzyli po sobie z zaskoczeniem.
- No co tak stoicie? Szofer wiecznie czekać nie będzie. - błaznowaty skoczek udał się po kluczyki i wyszedł na zewnątrz triumfującym krokiem.
- On mnie wciąż zaskakuje… - Alice patrzyła za oddalającym się Rune, nie dowierzając własnym oczom i uszom.
W głębi duszy była mu jednak ogromnie wdzięczna za uratowanie jej z tej beznadziejnej sytuacji. O czym Daniel chciał z nią rozmawiać? Chyba nie o dzisiejszym balu ani o garniturach, które rzekomo miał dziś zakupić? Włożyła na siebie zimowy płaszcz i wyszła z mieszkania tuż za Veltą. Od razu przywitał ją prószący śnieg, który zmroził w sekundzie jej rumiane policzki. Podążyła w kierunku samochodu. Nie zdążyła jednak otworzyć drzwi, bo ktoś sprytnie zrobił to za nią.
- Pięknie wyglądasz. - powiedział Daniel, przytrzymując jej drzwi do auta.
- Dzięki. - rzuciła krótkim słowem i wsiadła do środka.
Blondyn spojrzał jeszcze raz na nią przez przyciemnioną szybę. Wydała mu się jakaś smutna. Sam usiadł na przednim siedzeniu obok kierowcy i ruszyli w stronę centralnej części Lillehammer.
Alice uwielbiała te przejażdżki po ulubionej okolicy. Zawsze chętnie brała udział w wycieczkach po Norwegii, które kadra od czasu do czasu organizowała. Po drodze mijali kolorowe budynki szeregowe oraz wolnostojące wille, zapełnione przystanki przez ludzi obładowanych torbami pełnymi podarunków świątecznych, bary z parasolami, różne stoiska z jedzeniem i przyborami codziennego użytku. Nagle świat jakby zwolnił. Alice uświadomiła sobie, że stoją w korku od dobrych kilku minut. Pochyliła się do przodu i zerknęła przez przednią szybę. Zobaczyła tłum ludzi otaczających ze wszystkich stron czerwony pojazd. Z daleka rozpoznała firmowe auto. Nie musiała szczególnie przyglądać się, żeby wywnioskować podstawowe fakty. Bus z oznakowaniem "Red Bull" przywiózł do Norwegii austriacką kadrę skoczków narciarskich. Było wiadome, że spora liczba osób będzie chciała stanąć twarzą w twarz z wielokrotnym mistrzem Pucharu Świata, stąd ten cały uliczny tłok. Alice pociągnęła Rune za rękaw kurtki.
- Oni wszyscy naprawdę przyjdą na ten bal? - poczuła przypływ podekscytowania.
Chłopaki przytaknęli twierdząco. Dla niepoznaki postanowili zjechać boczną trasą. Zanim ruszyli, dziewczyna zdążyła jeszcze zobaczyć wychylającą się powoli z auta sylwetkę słynnego Schlierenzauera.
- Muszę go jakoś porwać do tańca! - krzyknęła na pół żartem, kiedy Rune ostro zakręcił z piskiem opon.
- Miałeś nie przyciągać uwagi. - ostrzegł go poirytowany Daniel.
- Racja. Nie chciałbym skończyć jak oni.
Alice nie podobało się, że skoczkowie jej ukochanej kadry przedrzeźniają rywali. Cóż, ona sama miała wrogów wśród łyżwiarek w USA. Już prawie zapomniała co to znaczy rywalizować.
Rune zaparkował samochód przy centrum handlowym Strandtorget Kjøpesenter. Była to najlepsza galeria sklepów w okolicy. Weszli do środka z nadzieją, że wyjście z galerii przyjdzie im równie łatwo jak samo wejście.
- Wszystko w moment obskoczymy! - zapewnił ich entuzjastycznie Velta.
- Już to widzę. - szepnął za nim Daniel.
Odwiedzili kilka markowych sklepów. A po kilku nieudanych próbach zakupu, postanowili się rozdzielić.
- Ja pójdę poszukać czegoś dla siebie, a wy zerknijcie tutaj. - pokazała na sklep z męskimi strojami wizytowymi. - Widzimy się za kilkanaście minut, będę w butiku naprzeciwko.
Udała się w kierunku stoisk z damskimi strojami. Gorączkowo rozglądała się za białą sukienką, która idealnie pasowałaby na dzisiejszą potańcówkę. Po otrzymaniu rady od sprzedawcy zdecydowała się na jedną kreację. Truchtem wbiegła do przymierzalni, a już po chwili wyłoniła się zza zasłonki ubrana w zwiewną suknię. W odbiciu lustra, przy którym stała, zobaczyła coś, co ugasiło jej zapał. Obserwował ją z korytarza galerii handlowej. Patrzył z podziwem na to, jak prezentowała się w balowym stroju. Odruchowo odwróciła wzrok w przeciwną stronę. Stuknięty blondyn! Odłożyła śnieżno-białą kreację na ladę i, zapłaciwszy, opuściła sklep. Chłopaki czekali już na nią pod budką z hot dogami.
- Wybacz, nie mogłem się oprzeć. - zaczął tłumaczyć się Velta z buzią pełną jedzenia.
Alice skarciłam go wzrokiem. W rzeczywistości po raz kolejny poprawił jej humor. Zbzikowałaby sam na sam z Danielem. Odsunęła jednak na bok te przeklęte myśli i zaproponowała chłopakom krótki wypad na koktajle, a następnie powrót do domu. 








W mieszkalnej willi przywitała ich woń szarlotek, ciasteczek i przeróżnych pieczeni dochodząca z kuchni. Alice porzuciła torby z zakupami w poczekalni na korytarzu i podbiegła do Andersa, który rezydował w kuchni razem z Tomem Hilde.
- Jak tam, moja śliczna? Zakupy udane? - przywitał ją serdecznie kuzyn. - Całość dopracowana, dania prawie gotowe, brakuje już tylko gości. - dokończył dumnym głosem.
Wieczór powoli się zbliżał, dlatego dziewczyna postanowiła nie tracić cennego czasu i udała się do swojego pokoju, by przymierzyć dodatki do swojego ubioru na dzisiejszy wieczór. Usłyszawszy hałas dochodzący z przedpokoju, przekręciła kluczyk w drzwiach swojej sypialni. Właśnie przyjechali pierwsi goście, czyli wszelcy producenci i organizatorzy skoków narciarskich. Czasu było z minuty na minutę mniej. Za oknem ściemniało się coraz szybciej, coraz więcej gości przybywało, coraz więcej nowych głosów dochodziło od strony ogrodu. Alice zgrabnym ruchem wskoczyła w okazjonalną suknię oraz naniosła małe poprawki do makijażu. Podobała się sama sobie, więc chyba nie mogła wyglądać źle. Chwilę odczekała, po czym odetchnęła głęboko i opuściła swój pokój. Dom całkowicie był pusty. Nawet smakowite pyszności w magiczny sposób gdzieś poznikały. Nagle do środka wbiegł zatroskany Anders.
- Wszyscy na Ciebie czekamy, wszystko w po... - cofnął się o dwa kroki w tył, by całym wzrokiem objąć kuzynkę. - Wyglądasz pięknie. - dokończył, gdy zdołał się otrząsnąć.
- Podobam Ci się? - okręciła się w kółko, wprawiając w ruch falbany swojej sukni.
- Pierwszy raz żałuję, że jesteśmy spokrewnieni.
Roześmiali się oboje i udali się prosto do części ogrodowej, gdzie towarzystwo z różnych stron świata bawiło się już przy dobrej muzyce i wykwintnych daniach. Alice odczuła nasilającą się tremę. Nie miała pojęcia, do kogo podejść najpierw, czy wypada pytać o autograf, jak rozpocząć rozmowę, żeby się nie wygłupić. Alexander Stoeckl, trener norweskiej kadry, zaprosił wszystkich obecnych do stołu. Wygłosił kilka ciepłych słów od siebie i wzniósł toast za nadchodzące wydarzenia, które wkrótce miały odbyć się na skoczniach w różnych stronach świata. Alice uniosła swój pucharek w górę i uśmiechając się do sportowców, przyłączyła się tym gestem do życzeń. Wspólnie kosztowali po kolei cudownych przysmaków Toma Hilde, który raz po raz otrzymywał pochwałę za pochwałą. Alice natomiast co chwilę zmieniała swjego rozmówcę. Wszyscy byli ciekawi spotkania z kuzynką Fannemela, który tak często wspominał o niej w wywiadach. Do blondynki dosiadali się młodzi skoczkowie z różnych kadr. Przeprowadziła dosyć długi dialog między innymi z Manuelem Fettnerem, który próbował na milion sposobów i, niestety, na próżno wyłudzić od dziewczyny numer telefonu. Wysłuchiwała zwierzeń Andreasa Wellingera, któremu pod wpływem odpowiedniej dawki alkoholu znacznie rozwiązał się język i zaczął opowiadać o swoich miłosnych rozterkach. Jednak najlepszą rozmowę przeprowadziła z Michaelem Hayboeckiem.
- Wybacz za kolegę, on tak często. - zaczął usprawiedliwiać Austriak swojego kolegę, gestykulując zapalczywie przy tym.
- Chcesz powiedzieć, że jego karta pamięci jest od groma zapełniona numerami telefonów do dziewczyn, które sam ledwo pamięta, tak? - zaśmiała się blondynka.
- Manuel już tak ma. Ja to co innego. - uniósł brwi w zadziorny sposób.
- No wiesz co?
Postanowiła zmienić miejsce i przysiąść tuż obok Fannemela, który zawzięcie konwersował z drużynowym trenerem. Alice postanowiła tymczasem skosztować czegoś na słodko. Przez długą chwilę z naprzeciwka czuła na sobie czyjś wzrok. Obawiała się patrzeć w tamtą stronę. Była pewna, że to Daniel, który powoli zaczynał działać jej na nerwy. Postanowiła, że nie będzie czekała z ich planowaną rozmową do końca bankietu i właśnie w tej chwili zaprosi go na bok, by zamienić kilka słów. Uniosła głowę i już zamierzała pytać, gdyby nie to, że rzekomym adoratorem wcale nie okazał się być Daniel. Przed sobą ujrzała rozweseloną twarz Gregora. Zdawało się, że właśnie wpadła mu w oko. W żadnym wypadku nie krył się ze swoimi emocjami. Wielkie podekscytowanie malowało się w tamtej chwili w jej oczach. Narciarski triumfator widział to i odwzajemniał spojrzenie. Zdawało jej się, że za chwilę poprosi ją do tańca.
- Można panią prosić? - usłyszała głos.
Nie były to jednak słowa tajemniczego Austriaka. Usłyszała je tuż za sobą. Odwróciła głowę, by zaspokoić ciekawość, ponieważ pośród głośnej atmosfery nie zdołała rozpoznać głosu. Zanim zdążyła jakkolwiek zareagować, Daniel porwał ją na parkiet.
- Co to ma znaczyć? - nie zamierzała dawać mu satysfakcji.
- Przez cały wieczór mnie unikasz.
- Wydaje Ci się. - wyrzuciła z siebie krótkie słowa.
- Tak miło było tamtej nocy. Poczułem coś wtedy, Alice.
Dziewczynę ogarniał coraz mniej przyjemny nastrój. Chciała czym prędzej ubiec blondyna przed słowami, których obawiała się dziś usłyszeć.
- Tamtej nocy nie było, Daniel. Zapomnijmy o tym szybko. - ciężko przeszły jej przez gardło te słowa.
- Chciałbym, żebyś o czymś wiedziała.
- Nie jestem zainteresowana, Daniel. - wyrwała się delikatnie z jego objęć.
- Wiem, kim jesteś zainteresowana. Jak widać z wzajemnością. - jego ton przybrał formę pretensji.
Nie do końca rozumiała znaczenia tych słów. Wszystko działo się z prędkością sekund. Zaszumiało jej w głowie jak po wypiciu kilku lampek dobrego wina. Cały ten mętlik w jej głowie minął z momentem pojawienia się u jej boku Austriaka. Dopiero wtedy zrozumiała ostatnie słowa wypowiedziane przez blondyna.
- Odbijamy, kolego. - zawołał radośnie Gregor, na co Norweg zareagował z rezygnacją i odszedł.
Alice stała jak wryta w podłogę. Do prawdy, nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. W głębi duszy trochę się zawiodła. Myślała, że zawalczy o nią w tamtej chwili. A on tak po prostu odszedł.
- Wszystko w porządku?
Przed sobą ujrzała austriackiego skoczka, na widok którego zrobiło jej się gorąco. Miał rozpiętą koszulę na wysokości kołnierza. Z bliska wyglądał zupełnie inaczej niż podczas transmisji prowadzonych na ekranie. Zamiast poważnego sportowca, ujrzała wyluzowanego chłopaka. Ujęła go szerokim uśmiechem i podała mu dłoń.
- Wszystko w porządku. - przytaknęła z niepewnością.
- Porozmawiam z nim, jeśli…
- To nie będzie konieczne. - przerwała Austriakowi.
I już chwilę potem oboje błyszczeli na parkiecie. Sportowa sława u boku czarującej Norweżki. Tworzyli podczas tańca dobraną parę. Zgromadzeni w ogrodzie otoczyli tańczących szerokim kręgiem. Znajdowali się wśród nich również Anders i Kenneth Gangnes, który powrócił właśnie z urlopu. Roześmiał się serdecznie, kiedy Alice pomachała w jego stronę. Oboje z zachwytem podziwiali blondynkę zatraconą w tańcu.
- Stary, albo mi się wydaje, albo wkrótce zostaniemy szwagrami. - Anders stuknął łokciem stojącego obok młodszego brata Gregora, który również pojawił się na przyjęciu.
- To jest bardziej niż pewne. - kiwnął głową Lukas pełen zadowolenia.








Przez resztę balu Austriak obsypywał swoją towarzyszkę wieloma komplementami, opowiadał o swoich przeżyciach z ostatnich dni, wysłuchiwał z ciekawością tego, o czym mówiła do niego blondwłosa piękność. Zauroczyła go od pierwszego wejrzenia.
Wielka impreza zakończyła się blisko koło północy. Zaproszeni goście rozeszli się wkrótce, wymieniając między sobą serdeczne słowa pożegnania i składając szczere podziękowania gospodarzom.
- Dobrze by było znów się zobaczyć. - Gregor ucałował za pozwoleniem dłoń Alice.
- Wkrótce się zobaczymy.. - zapewniła chłopaka o swoim przyjeździe na pierwszy konkurs Pucharu Świata do Kuusamo.
Alice, wciąż podekscytowana spotkaniem ze Schlierenzauerem, powróciła do swojego pokoju od razu po uporządkowaniu ogrodu, którym zajęła się razem z kuzynem.

(…)

Domykając drzwi swojej sypialni, trafiła na przeszkodę. Ktoś blokował próg przy pomocy buta.
- Daniel. Jeśli to Ty, to odpuść, jestem zmęczona. - wywróciła oczami.
Zza framugi wychylił się blondwłosy skoczek.
- Skąd wiedziałaś, że to ja? - odezwał się wesoło.
Nie pytając o zdanie, wszedł się do środka.
- Jestem zmęczona. - powtórzyła dziewczyna, nie kryjąc niezadowolenia.
Daniel zwiesił głowę w dół.
- Dość już tych głupich żartów. - zaczął mówić po dłuższym milczeniu. - Nie musisz udawać, że nie wiesz, o co mi chodzi.
- Dobrze wiem, o co Ci chodzi, Danny. Skończmy tą bezsensowną gadkę i po prostu daj mi spać.
- Nie wyjdę, dopóki mnie nie wysłuchasz. - zaprotestował.
- Dobrze. A więc słucham. - usiadła na brzegu łóżka i czekała na pół przytomna.
Blondyn zajął miejsce obok dziewczyny, dłuższą chwilę usiłując dobrać do siebie odpowiednie słowa.
- Nie do końca wiem, jak Ci to powiedzieć…
- Więc może pokaż? - zapytała ironicznie, coraz bardziej zniecierpliwiona.
W tym momencie rozświetlony dotychczas pokój stanął w głębokiej ciemności. Wspaniałomyślny Rune najwidoczniej znów psocił przy zasilaniu.
- A wiesz co? To nawet dobry pomysł. - Daniel przerwał ciszę.
- Gdybyś nie zauważył, jest ciemno. Więc teraz i tak nic nie zobaczę. Przykro mi, dobranoc. - miała nadzieję, że odpowiednio udało jej się spławić blondyna.
- Nie musisz nic widzieć.
Usłyszała jego głos tuż przed sobą. Nagle uczuła ciepło rozchodzące się po całym jej ciele. Ogarnął ją przyjemny chłód. Męskie dłonie wodziły ślepo po jej biodrach, rozmasowywując je w delikatny sposób. Mimowolnie uśmiechała się. Przymknęła powieki i wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Złożył na jej ustach subtelny pocałunek, przytulając ją do siebie. Trwali w tej chwili długo, jednocześnie pragnąc, by pozostało tak już zawsze. Poczuła jego dotyk na swoim policzku.

(…)

Obudziła się, szeroko otwierając oczy. Siedział przy niej zatroskany kuzyn. Gładził ją po policzku, by nie czuła się sama. Popatrzyła na niego z bólem wyrysowanym na twarzy.
- Tak, wiem, Alice. - przyjął ton tak poważny, jak nigdy dotąd.
Przez łzy próbowała cokolwiek z siebie wykrztusić. Ramiona bliskiej osoby, które ją teraz otoczyły, dodały szczypty otuchy. Bolała ją rzeczywistość, w której podświadomie nadal szalała za chłopakiem ze snu.  











Kilka Słów Od Autorki:
Z okazji zbliżających się świąt Bożonarodzeniowych, chciałabym każdemu z osobna złożyć najszczersze życzenia, przede wszystkim poczucia spełnienia w noc Wigilijną oraz mile spędzonych chwil w gronie najbliższych. A oto i kolejny rozdzialik. :)

środa, 23 listopada 2016

Rozdział III : Przeszłość dosięga dziś.

~~ 3. ~~


Norwegia, Lillehammer

   Wieczór dobiegał końca. Dziewczyna obserwowała życie norweskich ulic przez mokrą szybę samochodu. Rozpadało się na dobre. Jednak najgorsza pogoda nie była w stanie zepsuć reszty tego dnia. W rytm muzyki ostrożnie przytupywała ozdrowiałą stopą. Droga nie trwała zbyt długo.
- Pani pozwoli. - uśmiechnięty Stjernen otworzył dziewczynie drzwi, podając jej dłoń.
Dziewczyna skorzystała z gestu i powoli wysiadła z samochodu. Z otoczenia, w którym się znajdowali, dały się słyszeć hałasy dobiegające z tylniej strony posiadłości. Dźwięk głośnej muzyki, entuzjastyczne pokrzykiwania i nagle… wszystko ucichło, światła przed willą pogasły.
- Spokojnie! Sytuacja do opanowania! - głosu Velty nie można było pomylić z żadnym innym.
- Co ten chłopak znowu tam nawywijał? - kuzyn dziewczyny najwyraźniej był podenerwowany sytuacją, w końcu to głównie on odpowiadał za całe mieszkanie.
Alice natomiast stała oparta o strukturę domu, zmuszona zakryć dłonią usta. Rozbawiło ją to całe zajście z usterką na oświetleniu. Drużynę Norwegów kochała od dawna. Dokądkolwiek by nie poszli, razem zawsze wpadają w kłopoty. Tymczasem światła ponownie rozbłysnęły. Anders odetchnął z ulgą i zwrócił się do kuzynki, chwytając jej dłonie. Dziewczyna odniosła podejrzliwe wrażenie.
- Co knujesz? - zaczęła.
Chłopak ucałował ją w czoło i posłał jej tajemniczy uśmiech.
- Mamy dla ciebie taką… skromną… niespodziankę. - poprowadził ją za rękę prosto do części ogrodowej.
Miejsce zostało pięknie urządzone od czasu, gdy była tu ostatnim razem. Przypomniała sobie chwile, kiedy przesiadywała tutaj długimi popołudniami, kołysząc się na hamaku przytwierdzonym do gałęzi drzewa…, po którym nie było już ani śladu. Rozejrzała się dokładnie. Smutek spowodowany tym odkryciem sprawił, że dziewczyna początkowo nie zwróciła uwagi na wszelkie dekoracje: okrągłe stoły okryte bielutkimi obrusami, porcelanowe półmiski, ledowe światełka porozwieszane po całym ogrodzie, drogocenne zastawy. A wszystko to otaczał olbrzymi namiot ogrodowy, gdzie przyrządzony został również parkiet służący do tańca. Dziewczyna zaniemówiła z wrażenia. Nie wiedziała już, czy samym zdumieniem było piękno wystroju czy raczej świadomość tego, że spółka łobuzów sama wpadła na tak kreatywny pomysł.
-Szykujemy na jutrzejszy wieczór taki skromny bal. - nie obeszło się bez codziennego entuzjazmu Velty.
- Przyjdą sami ważni goście. - zaczął tłumaczyć Anders. - Trenerzy, gwiazdy sportu…
- Lepiej szykuj pamiętnik na autografy. - podkreślił Rune.
Chwilę jeszcze prowadzili żywą dyskusję na temat zbliżającego się ceremoniału. Wkrótce potem Anders zaprosił wszystkich do środka na kolację szefa kuchni. Od zawsze uważali, że Tom ma nadprzyrodzone zdolności w dziedzinie gastronomii. Tego wieczoru przyrządził prawdziwy specjał w postaci zasmażanych pomidorów i grillowanych plasterków ziemniaczanych.
- Kto to widział, żeby dziewczyna tak łapczywie jadła? - mruknął Hilde z buzią pełną własnego jedzenia, widząc Alice przecierającą co chwila usta serwetką.
- Musi mi szef koniecznie dać przepis. - odpowiedziała, przełknąwszy, a reszta co chwila sięgała po dokładkę.
Po skończonym posiłku każdy udał się do swoich pokoi. Alice jako jedyna pozostała przy stole. Nie miała tu jednak nic więcej do zrobienia, Anders chętnie wyręczył ją z babskich czynności, jakimi było zmywanie naczyń i uporządkowanie stołu. Siedziała więc w bezruchu na krześle, zamyślając się nad jutrzejszym przyjęciem. Wsparła brodę o dłonie i rozmarzyła się. Rozważała różne opcje ubioru, makijażu. Nie miała kompletnie pomysłu na siebie na tą okazję. W kwestii makijażu postanowiła pójść na żywioł, jednak odpowiedniej sukienki trzeba było poszukać. Zapowiada się solidna wizyta w galerii handlowej. Poderwała się z miejsca i wyszła na zewnątrz, chcąc odetchnąć chłodnym nocnym powietrzem. Miała zamiar oddalić się na kilka kroków od domu, aby udać się na orzeźwiający spacer, ale coś podpowiedziało jej zajrzeć do ogrodu. Udała się w tamtą stronę. Zatrzymała się w miejscu, gdzie w jutrzejszą noc zatańczą jej najbliżsi, a nawet starzy znajomi, z którymi już długo nie miała przyjemności porozmawiać. W Lillehammer od kilku lat panował pewien zwyczaj. Otóż od czasu do czasu organizowane były huczne bankiety z udziałem ważnych gości. Tym razem organizacją zajęła się norweska grupa skoczków narciarskich, więc zaproszeni zostali liczni producenci zbliżającego się sezonu, niektórzy trenerzy oraz pozostała kadra, która w tym roku weźmie udział w walce o Puchar Świata. Ogólnie rzecz biorąc, zapowiadał się wieczór pełen magicznych wrażeń. Alice podeszła do wieży elektronicznej i uruchomiła sprzęt. Wydobyła się z niej muzyka spokojna, z melodią skrzypiec w tle. Dziewczyna puściła wodze fantazji i wyobrażała sobie siebie w stroju balowym wykreowanym przez najlepszych projektantów, przeznaczonym specjalnie na tą wspaniałą okazję. Falbany jej krwisto-czerwonej sukni połyskiwały w świetle reflektorów nie mniej niż srebrzysty makijaż na jej powiekach, pod którymi skrywały się oczy błyszczące zachwytem. Publiczność przerywała płynność rozchodzącej się po sali muzyki gromkimi oklaskami. A ona jedna słyszała jedynie stukot własnych pantofli, które niosły ją powabnie po parkiecie. Zawsze przyznawała, że stworzona została do życia na scenie.

(…)

Usłyszawszy płynącą w środku muzykę, przystanął na posadzce z wiklinową tacą w dłoni i zaczął obserwować. Wtedy Ją ujrzał. Wyglądała niebiańsko, kreśląc tańczące kształty w wieczornej ciemności. Jej ruchy były delikatnie i poprawne, aż zdawać by się mogło, że dziewczyna nigdy nie uległa wypadkowi. Przykuwała jego uwagę swoim kobiecym stylem i żywą naturą. Żyła swoim światem, wciąż pozostawając sobą. W tamtej chwili pragnął porwać dziewczynę w objęcia i spojrzeć w jej błękitne oczy. Być może tam doszukałby się odpowiedzi na zagadkę, która dręczyła go od momentu, kiedy tylko się tu zjawiła. Przyjechała jak gdyby nigdy nic. Wróciła w rodzinne strony, zamieszkała w Lillehammer i nagle cały jego światopogląd znajduje się pod znakiem zapytania. Zawsze przekonywała go myśl, że kariera sportowa to coś, co do końca życia będzie stawiał na pierwszym szczeblu. Tymczasem coś zaczęło się w nim zmieniać. Zamiast koncentrować uwagę na kolejnych treningach, które rozplanował sobie na nadchodzące dnie, on stał tu ciągle, ogarniając wzrokiem obiekt zainteresowania, i z wrażenia upuszczając tacę pełną deserowych łyżeczek.

(…)

Huk, który rozległ się nagle w pobliżu, rozproszył Alice i wytrącił ze sfery wyobraźni. Podeszła pospiesznie do urządzenia, by wyłączyć muzykę.
- Przestraszyłem Cię? - zmieszany Daniel zbierał właśnie z kamiennej podłogi sztućce.
- Obserwowałeś mnie. - Alice była poirytowana zaistniałą sytuacją.
Nie czekała dłużej na odpowiedź blondyna. Po prostu zeszła z parkietu i skręciła w stronę domu. Tymczasem jej dłoń spotkała się z jego dłonią. Stanowczym ruchem zatrzymał ją.
- Dasz się zaprosić na czekoladę i popcorn? Tak w ramach skromnych przeprosin. - zapytał znienacka.
Popcorn. Całkowicie zapomniała o nocnym maratonie filmowym, na który byli umówieni. Co prawda, reszta załogi pewnie smacznie już spała. Postanowili zrealizować plan na wieczór we dwójkę.
- W sumie… czemu nie. - rozchmurzyła się po niedługim zastanowieniu.
Odbyli jeszcze krótki spacer po ścieżce ogrodowej i wrócili do domu. W salonie przywitało ich ciepło dobywające się z kominka, w którym ogień nie zdążył jeszcze przygasnąć.
- Proponuję jakiś straszny film. - odezwała się pierwsza Alice.
Daniel spojrzał na nią w milczeniu, oczekując sprostowania.
- Dawno nie oglądałam. Przyda się mała odmiana. - dokończyła krótko.
Wyszła do kuchni, by przygotować rzeczy przydatne do seansu. Szybko odnalazła szklany półmisek, do którego wsypała gotowy popcorn. W drugim pokoju blondyn już zajmował się przygotowaniem wybranego filmu.
- Zdawało mi się, że mówiłeś coś o czekoladzie. - mruknęła Alice, przekraczając próg oświetlonego salonu.
Daniel napełniał właśnie dwa szklane pucharki bursztynowo-pomarańczowym cydrem.
- Wprowadziłem małe zmiany. Jeśli nie masz nic przeciwko temu… - mówił, uśmiechając się do współtowarzyszki i podając jej pucharek do ręki.
- Mam. - przyjęła od blondyna trunek, po czym roześmiała się wesoło.
Spodobała jej się nagła zmiana planu. Oboje upili po małym łyku cydru.
- Wypijmy za jutrzejszy bankiet. - zaproponowała Alice.
Blondyn zbliżył się do niej o krok i wspólnie rozkoszowali się smakiem napoju alkoholowego. Atmosfera stała się przyjemna. Usiedli na miękkiej sofie, by rozpocząć nocne kino. Od czasu do czasu kosztowali trunku, który w magiczny sposób pobudzał w nich pozytywne emocje. Przegadali praktycznie pół filmu, większość czasu patrząc na siebie i obserwując wzajemne zachowania.
- Powiedz mi, Alice. - zaczął chłopak. - Tyle razy mieliśmy okazję pobyć ze sobą. A jednak nic o sobie nie wiedzieliśmy do dzisiaj. Jak to się stało? - popatrzył przed siebie w zupełną ciemność, którą rozświetlała jedynie lampka nocna.
- "Te wszystkie okazje zawsze chciałam wykorzystać." - pomyślała dziewczyna, z trudem powstrzymując się, by nie wypowiedzieć swoich myśli na głos. - Nie mam pojęcia, Dan. - okłamała go.
- Dobrze mi się z Tobą rozmawia, Alice. - sam nie wiedział, po co jej to mówił... po prostu poczuł, że tak trzeba.
- Gdybyś czegoś potrzebował, zawsze możesz na mnie liczyć. - zdobyła się na skromny uśmiech.
- A gdybym czegoś potrzebował właśnie teraz?
Spojrzała na niego z zapytaniem w oczach. Chwycił ją za rękę. Spodziewała się jednego, ale nie mogła pozwolić sobie na głupstwa. Nie po tym, co ostatnio przeżyła. Cofnęła dłoń.
- Chciałem tylko zapytać, czy nie pomogłabyś mi przy wybieraniu marynarki na jutro. - uśmiechnął się smutno.
Okłamał ją. Tak naprawdę zapragnął w tamtej chwili czegoś jeszcze.
- Trzeba było tak od razu! Wyciągnę Andersa i razem pojedziemy. Jemu też przydałoby się coś sensownego do szafy. Ty widziałeś w ogóle jego rzeczy? W większości koszul się przecież nie mieści! - roześmiała się wesoło.
Alice widocznie się rozchmurzyła. Zabolała go ta zmiana. Trwali chwilę w milczeniu, aby kontynuować oglądanie filmu.
Kiedy wreszcie zegar wybijał północ, powieki Alice zaczęły ciężko opadać. Jej głowa bezładnie wspierała się na ramieniu Daniela. Obejmował dziewczynę z troską. Patrzył, jak miarowo oddychała. Przysnęła, wtulona w niego. Blondyn zmrużył oczy, ostrożnie zbliżając usta do jej czoła.
- "Gdybym tylko wiedział, że to byłaś Ty." - przypominał sobie dawne czasy.
Melodia płynąca z zegara rozbudziła blondynkę.
- Pójdę już. - odezwała się sennym głosem. - Dobranoc. - wydusiła z siebie i opuściła salon.
Domykając za sobą drzwi swojej sypialni, poczuła, jak na jej twarzy mimowolnie gości uśmiech. Zarzuciła na siebie koszulę nocną i opadła ciężko na świeżo pachnącą pościel. Zaczęła analizować szczegóły z ostatnich godzin. Na myśl przyszły jej nagle wspomnienia sprzed kilku lat. To był czas, kiedy wkrótce zamierzała wyjechać na studia. Każdą wolną chwilę spędzała w towarzystwie kuzyna, który był dla niej potrzebnym wsparciem. Pamięta dobrze dzień, w którym Anders zabrał ją do pobliskiej restauracji na ciastko z lukrem. Weszli do środka, sprawiając wrażenie raczej szczęśliwej pary zakochanych, niż kuzynostwa. Przysiedli przy ladzie barowej, składając zamówienie na wybrane słodkości. Po drugiej stronie bufetu stał właśnie On. Jako początkujący skoczek narciarski nie posiadał jeszcze własnego sponsora, dlatego dorabiał tam za barkiem. Zmienił się bardzo od tamtej pory. Jeszcze wtedy wyglądał na niedojrzałego chłopca, posiadającego wysokie ambicje, którym w pełni oddał się na skoczni. Jego rysy twarzy zawsze zdradzały tą szorstką indywidualność. W tamtym czasie nie mieli sposobności porozmawiać tak jak dziś to miało miejsce. Szanowała go ze względu na Andersa. Traktowali siebie z obojętnością. A dziś, jak gdyby nigdy nic, spędzała z nim przyjemne chwile przy lampce cydru.
- "Alice. Nie rób głupot." - skarciła samą siebie w myślach, przypominając sobie o nieszczęśliwej miłości, która spotkała ją w Stanach.
Bolesne wspomnienia dopadają w najmniej oczekiwanych chwilach. Wiedziała o tym doskonale. Samotne noce w morzu łez dały jej dużo do zrozumienia. Otrząsnęła się i schowała swoje smukłe ciało pod chłodną kołdrą. Zanim zamknęła oczy, przyrzekła sobie, że wspomnienia dzisiejszego wieczoru również postara się puścić w niepamięć. Nie miała zamiaru przeżywać kolejnych rozczarowań w swoim życiu. Ponownie obdarzy Daniela obojętnością. Tą obojętnością, która okaże się sztuczna tak samo jak przed laty. Prawda jest taka, że wtedy w restauracji zobaczyła w nim coś wyjątkowego. Myślała o nim każdej nocy. On nigdy nie wydawał się być zainteresowany jej osobą. Była dla niego jedynie kuzynką przyjaciela, którą po prostu często widywał. Myślała, że wyjazd na studia wybije jej z głowy to całe szaleństwo. Nie myliła się. Zakochała się na nowo. Nie wiedziała tylko, że miłość ta nie będzie miała przyszłości, a zauroczenie sprzed lat odrodzi się na nowo. Dziewczyna wtuliła twarz w poduszkę. Miała nadzieję, że szybko zaśnie, kończąc dzień pełen wrażeń. A kiedy się obudzi, to wszystko okaże się jedynie snem.

(…)

Energicznym ruchem dłoni zakręcił kranik, odkładając lśniące pucharki do suszarki na naczynia. Stał chwilę wsparty dłońmi o blat kuchenny. Nagła zmiana w zachowaniu Alice wzbudziła w nim negatywne emocje. Z początku chciał zapukać do drzwi jej sypialni, by zapytać o samopoczucie. Po krótkim namyśle uświadomił sobie, że jego zamiar nie ma większego sensu. Przez chwilę w pomieszczeniu panowała obezwładniająca cisza.
- Co Ty, Danny? - odezwał się głos z tyłu.
Zdezorientowany blondyn odwrócił się błyskawicznie za siebie. W progu kuchni pojawił się rozespany Andreas Stjernen.
- A, to Ty. - Daniel najwyraźniej odetchnął z ulgą.
Ilekroć potrzebował rady lub poparcia, u Andreasa zawsze je otrzymywał. I tym razem postanowił nie zwlekać z prośbą o pomoc. Zanim Andreas zdążył cokolwiek wywnioskować z wyrazu jego twarzy, ten przeszedł do rzeczy i po prostu wyznał to, co siedziało na dnie jego myśli od dłuższego czasu:
- Zależy mi na niej.
Stjernen nie dał po sobie poznać zaskoczenia. Od dawna podejrzewał, że pomiędzy młodym skoczkiem a Alice coś się dzieje. Wysłuchał chętnie opowieści Daniela ze wszystkimi szczegółami do końca. W odpowiedzi na to poklepał go jedynie po ramieniu, potrząsając głową z uznaniem.
- Miłość będzie tym, o czym marzysz, Dan.
Po czym zostawił blondyna samego w ciemnym pomieszczeniu. Chłopak postanowił nie spędzać reszty tej nocy na dłuższych przemyśleniach i udał się do swojego łóżka, by nie przespać całkowicie jutrzejszego poranka.
- Dobranoc, Alice. - przemknęła mu przez głowę ostatnia myśl tego dnia.

(…)

Sen nie przychodził jednak tak szybko, jak tego oczekiwała. Przekręciła się na drugi bok, wyobrażając sobie przebieg jutrzejszej imprezy bankietowej. Widziała dwójkę tańczących osób. Grono gości otaczało ich szerokim kołem, a oni poruszali się na parkiecie, patrząc sobie głęboko w oczy. On, z twardym charakterem, jednocześnie delikatny. Ona, stanowczo stąpająca po ziemi, a wzruszona…
„Alice! Ty wciąż swoje!”. Musiała natychmiast dać temu spokój! Zeskoczyła z łóżka. Wyjrzała na korytarz i spokojnym ruchem wdrapała się po schodach na górę. Zajrzała do jednej z sypialni. Dźwięk naciskanej klamki sprawił, że chłopak rozbudził się odruchowo.
- Nie mogę zasnąć. - zaczęła Alice półszeptem.
- Chodź do mnie.
Nawet jeśli miał to być środek nocy, mogła na niego liczyć. Wtuliła się w jego objęcia i pogrążyła w kojącym śnie.
- Śpij spokojnie. - utulił kuzynkę.












Kilka Słów Od Autorki:
W związku ze zbliżającym się rozpoczęciem sezonu Pucharu Świata, zapraszam na rozdział trzeci. :)



wtorek, 31 maja 2016

Rozdział II : Na zawsze razem.

                                                                   ~~ 2. ~~


Norwegia, Lillehammer

   W środku panowała głucha cisza. Słychać było zaledwie tykanie ściennego zegarka i szelest pościeli, pod którą dziewczyna dosłownie sekundy temu smacznie spała. Mocno zacisnęła senne jeszcze powieki. Rozejrzała się po ciemnym pokoju, bezgłośnie ziewając. Zorientowawszy się, że Tom zostawił ją prawdopodobnie w środku nocy, ułożyła się w łóżku na wpół leżąco, podpierając się łokciami. Zaczęła przywoływać wspomnienia tych wszystkich wariacji, jakie miały miejsce podczas kolacji. Jej głowa opadła ciężko na poduszkę, a blondynka zaśmiała się półgłosem, patrząc ślepo w sufit.
- Dom wariatów. - położyła dłoń na czole, zastanawiając się nad tym, co ciekawszego przyniesie zbliżający się dzień. 
W tym czasie zegar wybił trzy razy. Była późna noc. Alice westchnęła pod nosem, czując jednak, że nie zaśnie ponownie. Usiadła więc zwinnie na krawędzi łóżka, szukając po omacku swoich kul. Poczuła je już po chwili pomiędzy palcami dłoni i ostrożnie obiema stopami dotknęła ziemi. Zagipsowana noga miała się coraz lepiej. Trudności w chodzeniu mijały, a ból prawie całkowicie już ustał. Dziewczyna podniosła się z miejsca, prostując tułów. Nie chcąc obudzić pozostałych, wykradła się z pokoju wolnym krokiem. Na korytarzu usłyszała szczęk otwieranego okna, po którym nastąpił dźwięk lądujących na podłodze podeszw, Ktoś się włamywał... Jej oddech błyskawicznie przyspieszył. Przeszła ukradkiem do przedpokoju i sięgnęła po pusty wazon leżący na stoliku przy wieszakach. Zostawiając jedną z kul w przedsionku, podreptała niepewnie w kierunku, skąd dochodził odgłos stawianych kroków. Przemierzywszy połowę korytarz, usiłowała przebić wzrokiem ciemność.
- Gdzie ten cholerny włącznik! - zaklęła w przypływie paniki.
Nagle usłyszała za sobą podejrzany szelest i zamachnęła z całej siły wazonem. Zaatakowany zrobił energiczny unik, a porcelana w zderzeniu ze ścianą rozbiła się w drobny mak.
- Chciałaś mnie zabić?
Dziewczyna potknęła się o kulę ortopedyczną i runęłaby na ziemię jak długa, gdyby nie uścisk mocnych ramion, w które właśnie wpadła. Jej nozdrza wypełnił zapach męskich perfum. Tych samych, które poczuła wtedy w sypialni, gdy układał się na jej łóżku.
- Ostrożnie. - usłyszała szept tuż przed sobą.
Odsunęła się o krok do tyłu na bezpieczną odległość. Tymczasem zapaliło się światło.
- Wystraszyłem Cię. - patrzył na blondwłosą, wciąż trzymając dłoń na włączniku.
Oboje przenieśli wzrok na odłamki potłuczonego wazonu, które rozprysły się na podłodze. Niespodziewanie parsknęli równym śmiechem.
- Kto normalny w środku nocy wchodzi do domu oknem! - nieco spoważniała. - Ty byś się nie wystraszył na moim miejscu?
- Jestem nieustraszony. - przeczesał ręką swoją jasną grzywę.
Dziewczyna uniosła brwi, czekając na odpowiednią reakcję rozmówcy.
- Wybacz. Ale teraz przynajmniej wiemy, jaka z Ciebie siłaczka. - wykonał w zwolnionym tempie gest pokazujący zamach, który przed chwilą miał miejsce,
Blondynka oniemiała z zakłopotania i zdenerwowania na raz. Na szczęście chwilę milczenia przerwało wielkie wejście Fannemela w towarzystwie błaznowatego kumpla.
- Młoda, co Ty, nie śpisz? Mamy lunatyka! - pierwszy odezwał się Rune, podbiegając do blondynki, która przybiła z nim odwróconego żółwia.
- Wychodzenie o tej porze z łóżek to norma w tym domu, rozumiem? - Alice widocznie oczekiwała wyjaśnień.
Anders zbliżył się do kuzynki, obejmując ją troskliwie ramieniem.
- Byliśmy na skoczni. Ostatnio treningi to ciężka sprawa. Daniel skończył wcześniej i miał do Ciebie zajrzeć.
- I zajrzał... - westchnęła, pomijając już fakt z oknem.
Spojrzała w stronę Daniela, który zerkał na nią ukradkiem spod opuszczonej głowy. Fannemel podążył za jej wzrokiem i zrobił się niespokojny.
- Oooooo, dorośli będą rozmawiać. Spadamy, spadamy, spadamy! - Velta chwycił swojego niebieskookiego kolegę za kołnierz koszulki i zniknęli w głąb pokoju, zostawiając kuzynostwo na osobności.
- Co tu zaszło? - skoczek skrzyżował ręce na piersi, zgrywając podejrzliwego kochanka.
- Rozmawialiśmy z Danielem o sprawie zaślubin, a Twoja dziewczyna wcięła się nam w rozmowę.
- Słyszałem! - z głębi korytarza odezwał się Rune.
Anders, wyraźnie rozbawiony, zaklaskał w dłonie z uznaniem, gratulując kuzynce żartu.
- Czyli przyznajesz się do tego związku. - rzekła, podsumowując.
- To też słyszałem, młoda! Masz szlaban! - po raz kolejny głos rozchichotanego Velty.
Alice wydała z siebie sztuczny okrzyk paniki.
- A to co?! - Fannemel odskoczył na bok, zauważywszy kawałki porcelany leżące bezradnie na ziemi.
- Bawiliśmy się w kotka i myszkę.
- To teraz kotek weźmie szufelkę i zrobi, co do niego należy. Tylko żeby mi było na błysk! - ostatnie wykrzyknął w głąb korytarza.
- Kotek już idzie. - Tande opuścił pokój z przegraną miną i, nie ociągając się dłużej, zajął się porządkowaniem korytarza.
- A my obgadamy szczegóły przy herbacie, - pochwycił kuzynkę na ręce i usadził ją na krześle przy blacie kuchennym.
- Z cytryną, poproszę. - oznajmiła z przekąsem Alice.
- To zrobię bez.
Blondynka wywróciła teatralnie oczami.
- Dostanę chociaż cukier?
- Ile się należy?
- Trzy łyżeczki.
- To wsypię dwie. - podniósł głowę, by popatrzeć na rozweseloną dziewiętnastolatkę.
Uwielbiał ten widok. Była oczkiem w jego głowie. Traktował ją jako rodzoną siostrę. Dobrze pamiętał czasy, gdy, jako chłopiec, każdego dnia przechodził na drugą stronę ulicy, by opiekować się małą Alice. Byli przyjaciółmi od piaskownicy. Mijały dnie, a kuzynostwo zbliżało się do siebie, oddalało, to znowu zbliżało, a to znów oddalało. Jednak zawsze mogli na siebie liczyć. I w końcu przyszedł ten moment, kiedy musieli się rozstać. Przez długi czas trzymali regularny kontakt telefoniczny. Później słuch o dziewczynie zaginął. Życie USA widocznie całkowicie ją pochłonęło, z resztą nie nadaremno, jak się dziś okazuje. Wyrosła na samodzielną kobietę. Anders natomiast zatracił się w narciarstwie. Przez chwilę o sobie zapomnieli. Można powiedzieć, że każde poszło w swoją stronę. I wtedy do niego napisała. Potrzebowała wsparcia, przytulenia, zwykłej jego obecności. Coś w niej na nowo pękło. Postanowiła, że skończy szkołę i bezwłocznie wróci do Norwegi. Tam już czekał na nią przepełniony tęsknotą kuzyn.
- Puk, puk? - rozległo się stukanie o framugę.
- Andi! - dziewczyna klasnęła w dłonie na widok Stjernena.
- Przyszedłem przywitać się z moją łobuziarą! - podszedł do chrześnicy i ucałował ją w policzek. - A coś Ty taka pokrzywdzona? - położył dłoń na jej ramieniu, przyglądając się uszkodzonej nodze.
- Nie wdała się w nas, Andi.
- Tylko mi nie mów, że znów jeździłaś beze mnie na nartach. - mężczyzna wstał na równe nogi i oparł dłonie na biodrach.
- Po treningu jedziemy na ściągnięcie gipsu. - zaczął Fennemel, zanim dziewczyna zdążyła zareagować.
- Zawiozę was. - zaproponował Stjernen.
- Oj, dajcie spokój. Nie jestem już dziewczynką, złapię jakąś taksówkę i pojadę sama.
Skoczkowie popatrzyli po sobie w milczeniu, po czym obaj wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Co was tak bawi? - popatrzyła z niedowierzaniem na Stjernena rozkładającego się plecami na stole.
- Zabawna jesteś. Pojedziemy tuż po treningu. Przy okazji zobaczysz, jaki mięśniak z tego Twojego kochanka. - wyprostował się dumnie Anders, pokazując kciukami na siebie. - Oo, a Danielek dziś poprowadzi. - dodał na widok pojawiającego się kolegi.
- Może jakieś „proszę” ? - zagadnął młody chłopak, wsypując do miski płatki zbożowe.
- Ależ oczywiście. Czy mógłbyś się, proszę, łaskawie pospieszyć?
Daniel objął kolegę ramieniem za szyję i zaczął przyduszać. Pomiędzy chłopakami zaczęła się żartobliwa przepychanka.
- Wolnego, panowie. Tutaj siedzą damy. - śmiejący się Andreas postawił przed chrześnicą kubek gorącej herbaty.
Do pomieszczenia ociągająco wszedł zaspany Rune. Popatrzył przez ledwo uchylone powieki na towarzystwo, które obserwowało go teraz w milczeniu.
- Nawet mi nie mówcie, że siedzicie tu, odkąd wróciliśmy. - przeciągnął się i przysiadł do stołu.
Zegarek pokazał szóstą rano.
- Cudownie. Jestem niewyspany. Śniło mi się, że jakaś pokręcona blondynka nawiedziła naszą willę i Daniel się w niej zakochał… - ziewnął i otworzył szerzej oczy.
Naprzeciwko niego zajmowała miejsce zaskoczona Alice. Rune przetarł oczy i spojrzał przed siebie jeszcze raz.
- Dobra. Nie wiem, co wsypaliście mi wczoraj do herbaty, ale aktualnie mam halucynacje.
Poczuł lekkie uderzenie w tył głowy.
- O, siemasz, Alice. - oprzytomnił nagle Velta.
- I nie ma za co. - kiwnął z uznaniem stojący za nim Tande, wspierający się dłońmi o oparcie zajmowanego krzesła.
Zajął miejsce obok rozespanego kolegi i powoli dolewał świeżego mleka do swoich płatków śniadaniowych. Dźwięk łyżeczki stukającej o szkło zmusiło go do podniesienia głowy. Zapatrzył się na Nią po raz kolejny. Odkąd tu przyjechała, często o Niej myślał. Siedziała tak po prostu na wprost niego, stanowczo mieszając herbatę. Zerknęła na niego, podczas gdy on rozlewał na stół zawartość kartonu. Szybko się opamiętał i wytarł mokre ślady. Śniadanie wypadło w małym pośpiechu z powodu ciągle ponaglającego Fannemela, który nie chciał przegapić umówionej wizyty w poradni chirurgicznej. Młody blondyn jako pierwszy opuścił mieszkanie, by udać się w stronę samochodu w towarzystwie czekających na zewnątrz kompanów z kadry.
- Zdaje mi się, że Dan nie jest dziś zdolny do prowadzenia. - Stjernen zniżył nieco głos, nachylając się nad stołem. - Chłopak ewidentnie jest pod wpływem.
- Pod wpływem czego? - rzucił pytaniem poszukujący czegoś Anders.
- Tej oto piękności. - skusił się na miły komentarz pod adresem Alice.
- Nie zdążymy w końcu. - rzekła, podnosząc się o własnych siłach.
Przemierzyła kuchnię, podskakując na zdrowej nodze. Włożyła na głowę czapkę o norweskich barwach, puchowy płaszcz i zimowego trzewika.
- Wkrótce włożysz je oba. - ponad nią zabrzmiał głos kuzyna, wyczuwając myśli dziewczyny.
Na dworze było dość mroźno.
- Wyjdź bez rękawiczek, a popełnisz samobójstwo. - stwierdził trzęsący się z zimna Velta.
Z altany wyjechał biało-granatowy mini-bus. Grupa skoczków ruszyła biegiem w kierunku pojazdu, przepychając się między sobą w trakcie zajmowania miejsc. W środku dało się odczuć luksus i przyjemny wiśniowy zapach. Wnętrze było zadbane i mieściło kilku pasażerów. Alice zajęła miejsce tuż za kierowcą. Nie chciała, by patrzył na nią kątem oka. Zauważyła jednak jego odbicie w przednim lusterku. Że też nie wzięła tego pod uwagę! On natomiast ze skupieniem wpatrywał się w drogę, którą przemierzali. W międzyczasie kilku skoczków zaczęło wykłócać się o puszczenie ulubionej muzyki. Każdy chciał słuchać czegoś innego. W końcu głośne dyskusje zaczęły przedzierać się przez włączoną muzykę, na co Alice postanowiła zareagować.
- Spokój!
Sportowcy popatrzyli na dziewczynę z oniemieniem. Prowadzący natomiast uśmiechnął się pod nosem, a dalszą drogę przejechali przy jej ulubionym kawałku. Zatrzymali się przed solidnie zbudowanym jednopiętrowym budynkiem. Na tarasie oczekująco przesiadywał trener. Skoczkowie wysiedli z auta, zostawiając na osobności kierowcę z blondwłosą dziewczyną.
- Zdenerwowana? - nieoczekiwanie niebieskooki zaczął dialog.
- Czym? - zerknęła tuż przed siebie na miejsce, które zajmował, a on odwrócił się w jej stronę i tkwił tak w uśmiechu.
- Mam na myśli Twoją nogę. - szybko sprostował, przypominając o dzisiejszej wizycie w klinice.
Dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz. Odwzajemniła uśmiech.
- Ani trochę. - pokręciła głową z tupetem. - Dość się już nabawiłam w tym gipsie. A przydałoby się czasem tupnąć na żarty Andersa.
Roześmiali się wspólnie.
- Wiesz, tak sobie myślę… - zaczął, ale w tym czasie do samochodu zajrzał promienny jak zawsze Hilde.
- Idziecie, gołąbeczki, czy może mam wysłać specjalne zaproszenie?
- Poproszę zaproszenie. - objęła Toma za szyję, który wyciągnął ją z samochodu.
- Stoicie zdecydowanie za blisko siebie. - usłyszeli za sobą głos Fannemela. - Nie obściskujcie się przynajmniej na moich oczach.
Alice popatrzyła na ulubieńca, od którego dzieliły ją centymetry odległości.
- Słyszałeś? - zmarszczyła czoło.
- Co? Ja nic nie słyszę. - Tom nie dawał za wygraną.
Wkrótce dołączyli do reszty i znaleźli się w klubie. W środku przywitało ich ciepło, które natychmiast dało się odczuć po krótkiej wycieczce w zimnym samochodzie. Cała grupa skoczków udała się przez hol prosto do poszczególnych szatni. Alice natomiast usiadła w poczekalni. Korzystając z okazji, młody blondyn odłączył się od kadry. Zbliżył się do dziewczyny, gdy tamci zniknęli za rogiem ściany.
- Zdaje się, że nam w czymś przerwano. - po raz kolejny zaczął jako pierwszy.
- Słucham, o co chciałeś zapytać? - skrzyżowała ręce na piersi, oczekując odpowiedzi.
- Proponuję domowe kino na wieczór. - wypowiedział to z nutką nieśmiałości w głosie.
- Nocny maraton? - orzeźwiła się na samą myśl. - Zadzwonimy po chłopaków, zamówimy jedzenie i będzie niezła zabawa! - uniosła oba kciuki w górę.
Danielowi zrzedła mina. Nie takiej reakcji się spodziewał. Chciał porozmawiać z blondynką na osobności, poznać ją bliżej. Jego plan właśnie mijał się z celem. Mimo tego nie próbował zaprzeczyć. Przystał na propozycję dziewczyny i udał się w stronę przebieralni. Patrzyła, jak odchodził. W głębi duszy coś jej podpowiadało, żeby go zatrzymać.
- Daniel! - krzyknęła za nim, na co on gwałtownie zareagował, odwracając się. - Sznurówka… - dokończyła po prostu.
Skoczek pokiwał głową z uśmiechem, i nie zwracając uwagi na niezawiązanego buta, pobiegł do szatni. Chwilę potem w towarzystwie trenera i kilku instruktorów udali się na siłownię. Pomieszczenie zaopatrzone było w niezliczoną ilość luster, które zastępowały tu ściany. Dzieliło się na trzy wydzielone strefy. Ta z wolnymi ciężarami od razu została napadnięta przez najbardziej rozwścieczonych - przez całego w skowronkach Toma i w różowym humorze Rune. Robiąc łomot na pół sali, pomknęli w kierunku ławek rzymskich i suwnicy. Druga część siłowni wyposażona była w steppery i wioślarze. Fannemel natomiast poprowadził blondynkę do trzeciej strefy, przeznaczonej dla ćwiczeń wytrzymałościowych. Dziewczyna usiadła na ławce i podziwiała kuzyna, w trakcie gdy on trenował równowagę, bosymi stopami utrzymując się na dwóch cienkich liniach. W tle inni koledzy, przeskakując przez skrzynie, wywijali widowiskowe salta. Dodało to dziewczynie dodatkowych wrażeń.









 Po spędzeniu miłego południa w klubie sportowym, skoczkowie relaksowali się jazdą na skuterach śnieżnych, podczas gdy Stjernen pomagał podenerwowanej Alice wysiąść z samochodu.
- Hej, głowa do góry, to już ostatnia wizyta! Oczywiście pod warunkiem, że nie zapniesz już nart bez mojej zgody. - pocieszał ją pozytywny Fannemel.
Dziewczyna pchnęła go ręką i cała trójka pośpieszyła do środka. W klinice od razu skierowano ich do odpowiedniej sali, w której już czekał zaufany chirurg.
- Czekamy za ścianą. - ścisnął dłoń kuzynki i wolno zamknął za nią drzwi.
Dziewczyna ułożyła się wygodnie w fotelu chirurgicznym na prośbę lekarza. Zaciskała mocno zęby, podczas gdy tamten wykonywał swoją pracę.
- Miałaś dużo szczęścia, kochana. - odezwał się tryumfalnie, kiedy było już po wszystkim. - Możesz otworzyć oczy. I przede wszystkim stanąć na nogi. - dodał z dumą w głosie.
Alice uchyliła powieki i zobaczyła dwie zdrowe nogi leżące obok siebie. Radość, jaka się wówczas w niej obudziła, widocznie dała się głośno we znaki, bo w tej chwili do środka wparowali obaj skoczkowie. Ich zmartwienie momentalnie przerodziło się w podekscytowanie. Blondwłosa zeszła z fotela, ostrożnie stawiając obie nogi na podłodze. Uczuła w stopie lekki ucisk, jednak już po chwili przemierzała pomieszczenie niewielkimi krokami.
- Mała rehabilitacja domowa i wszystko wróci do normy. - oznajmił chirurg, z podziwem patrząc na pacjentkę, która prezentowała teraz chód charakterystyczny dla modelek.
Szczęśliwa wpadła w objęcia swojego kuzyna, który po chwili przyklęknął przed nią.
- Pani pozwoli? - włożył na jej wyzdrowiałą nogę zimowego trzewika.
Dziewczyna rozpromieniała, a kiedy opuścili gabinet, udali się samochodem do restauracji, w której serwują najlepsze potrawy świata. Spędzili tam czas na wspólnych żartach i po raz kolejny się sobą cieszyli. Patrzyła na swoich towarzyszy przez szklące się oczy. Była szczęśliwa, że oni obaj zawsze byli przy niej, kiedy ich potrzebowała.










Kilka Słów Od Autorki:
A oto i drugi rozdział! Wybaczcie, że tak długo, potrzebowałam dłuższej przerwy. :)